czwartek, 13 lutego 2014

Fluttering Whisper / rozdział I /

Cześć ^^ matko, tak dawno mnie tu nie było ;;; Tęskniłem. Można powiedzieć, że ostatnie dwa miesiące były dla mnie bardzo wewnętrzne. Przepraszam za tak długą nieobecność. Mam nadzieję, że więcej się to nie powtórzy. ^.^
 Mam dla was opowiadanie ( tak, specjalnie dla was <3 ), więc liczę na pozytywne odczucia :) Będzie miało kilka części, sam nie wiem do końca ile. Jestem jeszcze w trakcie tworzenia ;p
Jutro jest 14 lutego? <3 Jesteście zakochani, prawda? Mam nadzieję, że spędzicie ten dzień z kimś wyjątkowym. Ja na pewno. ( ChaeWon? ^^ )

Miłego czytania. Take care ~


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Zależy mi na nim. Cholernie mi zależy. Nie wiem jak to możliwe, że ciągle nam się nie udaje. Zawsze musi być coś, co przeszkadza. To robi się irytujące. W całej naszej miłosnej układance znajduje się jeden wadliwy element, którego nie potrafimy znaleźć. A sprawdzanie wszystkich po kolei jest czasochłonne. Czasem mam wątpliwości, czy powinniśmy być razem. Już tyle razy się schodziliśmy i rozstawaliśmy. Nie wiem, czy powinniśmy wciąż próbować. Prawda, kocham go, ale za każdym razem niszczy się cząstka nas.
A jedyną rzeczą na świecie, której bym nie przeżył, jest utrata właśnie jego.

Dlaczego poranne słońce musi być takie jasne? Promienie wpadające przez okno molestowały moje oczy, nie dając mi możliwości pospania chwili dłużej. Wiedząc, że nic z tego nie będzie, powoli wstałem i przeciągnąłem się. Nienawidziłem wstawać tak wcześnie. Ledwo widząc cokolwiek, doszedłem do łazienki. Po tylu latach wczesnego wstawania do szkoły odkryłem, że każdego ranka moim najlepszym przyjacielem jest zimna woda. I pasta do zębów. Przeczesałem kilka razy włosy samymi palcami i przypiąłem z boku spinką kilka kosmyków, które nie chciały współpracować. Spojrzałem na zegarek. Jeszcze 10 minut. Umyłem szybko zęby, wymyślając sobie od razu, co dziś ubiorę. Z powodu braku czasu poszedłem na łatwiznę i zdecydowałem się na moją ulubioną marynarkę w odcieniach ciemnego fioletu i szare dżinsy. Wrzuciłem do torby kilka zeszytów i spojrzałem na telefon.  1 nieprzeczytana wiadomość.

‘Hongie, pamiętasz coś z wczoraj? Było super :D ‘

Ahh. Pamiętam wszystko. Może miałem tendencję do upijania się w niedzielne wieczory, ale robiłem to z moim chłopakiem, więc w porządku. Były to te momenty, które naprawdę warto zapamiętać i gdzieś zapisać. Albo przynajmniej zapamiętać. Nie myśląc dłużej o wczorajszym wieczorze, zostawiłem w pokoju bałagan i zbiegłem na dół. Zegarki wskazywały 6.58. Ubrałem jesienny płaszcz i wyszedłem z domu. Nie zdziwiło mnie to, że Chandu czekał już przy mojej bramce. On zawsze był gotowy przed mną. ZAWSZE. (uwaga: podtekst erotyczny). Znów nie ubrał szalika. A później to ja będę wysłuchiwał narzekań, jak to boli go gardło.
- Zawsze zmuszasz mnie do czekania.
- Sam przychodzisz za wcześnie.
Wymieniliśmy uśmiechy i pocałowaliśmy się ciepło. Kilka przechodzących obok osób obrzuciło nas szaleńczymi spojrzeniami. Przyzwyczaiłem się już. Nasze społeczeństwo nie jest jeszcze przyzwyczajone do innych orientacji. Codziennie ludzie się na nas gapią, krzywią, ale można to przeżyć. Zwykle staramy się to ignorować. Najgorzej jest, kiedy ludzie są wrogo nastawieni. Obojętni są jeszcze do zniesia, bo po prostu ich nie obchodzimy. A tacy źli potrafią nieźle uprzykrzyć nam życie. To uczucie, kiedy ludzie na ulicy za Tobą krzyczą: ‘Co wy, kurwa, pedały?’. Ohh. Czując na sobie spojrzenia całej ulicy, poszliśmy w stronę szkoły. Za 20 minut zaczynałem lekcję. Cały czas trzymaliśmy się za ręce i uśmiechaliśmy się do siebie. Już od kilku tygodni było dobrze, jak nigdy. Wydaje mi się, że wszystko jest już na dobrej drodze. Mieszkałem w pobliżu szkoły, więc za niecałe 5 minut byliśmy pod budynkiem. Kiedy weszliśmy do środka, wszyscy ludzie chodzący po korytarzy spojrzeli na nasze splecione dłonie. To było wręcz palące spojrzenie. Codziennie rano mam nadzieję, że ludzie się do tego przyzwyczają i nie będą już tak na nas patrzeć. Niestety. A przecież byliśmy ze sobą już ponad rok. No, z przerwami. Stanęliśmy przy mojej szafce, a ja wyciągnąłem z niej kilka potrzebnych książek.
- Odprowadzić Cię pod salę?
- Dam radę, dzięki.
- Chyba nie czujesz się źle po wczoraj?
- Ja? No co Ty. Było cudownie.
Uśmiechnąłem się i oplotłem  ręce wokół szyi Chandu, który położył dłonie na moich biodrach i delikatnie oparł mnie o metalowe szafki. Miał piękne, idealnie pasujące do brązowych włosów oczy. Całymi dniami mógłbym na niego patrzeć. I pewnie wpatrywałbym się w niego zdecydowanie dłużej, gdyby dzwonek nie przerwał tej przyjemnej chwili. Chandu puścił do mnie oczko.
- Kocham Cię, Hongie.
-Też Cię kocham. Do zobaczenia!
Pocałowaliśmy się na pożegnanie i wciąż machając do chłopaka, pobiegłem do sali. Lekcje dzisiaj niczym się nie wyróżniały, były nudne jak zawsze. Pod koniec drugiej lekcji dostałem sms:

‘ Już tęsknię. Nie mogę się doczekać wieczoru.’

Kochany. Też nie mogłem się już doczekać. Sporo czasu spędzaliśmy osobno przez różnicę wieku. Chandu był dwa lata starszy. Całymi dniami pomagał ojcu w prowadzeniu kawiarni, którą kiedyś przejmie. Kawiarnia była całkiem przyjemna, wnętrze było przytulne, a interes się kręcił. Dom Chandu wraz z gastronomią znajdował się kilka minut od szkoły, więc codzienne popołudniowe spotkania rekompensowały nam ten stracony w wylęgarni pozerów i ignorantów czas. Przespałem się kilka lekcji i zanim się obejrzałem, nadszedł czas lunchu. Nie jadałem sam, mogę nieskromnie powiedzieć, że byłem dość lubiany. Miałem sporo przyjaciół i znajomych, którzy wiedzieli o moim homoseksualizmie i nie mieli z tym problemu. Siedzieliśmy sporą grupką przy okrągłym stoliku i zastanawialiśmy się, co dziś zjeść. W sumie, nie miałem większej ochoty na posiłek, więc zadowoliłem się tylko jabłkiem i sokiem (LOL xD). Pozostałe lekcje spędziłem układając sobie w głowie scenariusz dzisiejszego wieczoru. Mam nadzieję, że nikt z mojej klasy nie posiada umiejętności czytania w myślach, bo inaczej mam przesrane. Chandu wyrabiał ze mną rozmaite rzeczy, sprawiające nam obu przyjemność. Ostatnio zrobiliśmy się bardziej śmiali. Chyba po prostu z każdym wieczorem jesteśmy coraz pewniejsi swoich ciał. Tak to raczej działa. Można przyzwyczaić się do takiego kontaktu fizycznego i za którymś razem tak bliska nagość już nie krępuje. Co nie znaczy, że intymność traci wtedy magię. Wręcz przeciwnie. Kiedy jest się świadomym ciała i nie krępuje nas nagość ten kontakt fizyczny jest jeszcze przyjemniejszy. Tak, zdecydowanie tak. Uśmiechnąłem się pod nosem. Dzwonek kończący lekcję fizyki przywrócił mi świadomość. Jeszcze tylko godzina i koniec.  Wydaje mi się, że ta lekcja będzie dłużyć mi się w nieskończoność. Zawsze tak jest. Im bardziej na coś czekamy, tym czas oczekiwania wydaje nam się dłuższy. Dlatego powinienem przestać myśleć tylko o Chandu i skupić się na ekonomii.  Haha, na pewno mi się uda. Skoczyłem jeszcze do szafki, aby wziąć na lekcję podręcznik, którym z powodzeniem można by zastąpić brakującą w chodniku kostkę brukową. I nikt nie zauważyłby różnicy. Ważąca 3 tony książka upadła na podłogę, wydając okropny dźwięk. Ach, wiedziałem, że ją upuszczę. Schyliłem się po księgę i zobaczyłem, że z mojej szafki wypadło coś jeszcze. Mała niebieska karteczka. Zupełnie ignorując leżącą na posadce wielką książkę, chwyciłem i rozłożyłem karteczkę.

‘Niespodzianka za szkołą.
Będę na Ciebie czekał.  
                       Ch. ‘

Nie wiedząc czemu od razu pomyślałem o Chandu. Zwinąłem karteczkę w kulkę i włożyłem do kieszeni. Ciekaw jestem, co wymyślił mój ukochany. Dobrze, że w końcu się dogadaliśmy. Ostatnio naprawdę byłem zadowolony z naszego związku, było cudownie. Chciałbym, żeby tak było już zawsze. Z niesmakiem podniosłem książkę z podłogi i pobiegłem na lekcję. Co pięć minut spoglądałem na zegarek ile jeszcze czasu do końca. Byłem podekscytowany. Mieliśmy się zobaczyć dopiero wieczorem, a tu proszę, zobaczymy się już kilka godzin wcześniej. Zamyślony, rysowałem serduszka w zeszycie, gdzieniegdzie ładnie wypisując imię Chandu. Coraz mniej przyswajałem to, co mówił profesor, a po jakimś czasie jego głos całkiem przestał dla mnie istnieć. Dzwonek zadzwonił, a tłum nastolatków entuzjastycznie zerwał się do wyjścia. Powoli zebrałem wszystkie swoje rzeczy, żeby niczego nie zostawić. Na korytarzu zrobiło się pusto, a ja z wielkim uśmiechem na twarzy zbiegłem do szatni po płaszczyk. Ubrałem się i zarzuciłem skórzaną torbę na ramię, idąc pustym korytarzem. Po lekcjach szkoła bardzo szybko robiła się opustoszała. Ostatni dzwonek był dla uczniów zbawieniem, bo pozwalał im wrócić do własnego życia po kilku spędzonych tu godzinach. Wyszedłem przed szkołę i wziąłem porządny wdech. Słońce ładnie przebijało się przez chmury. Za szkołą jest spokojnie, Chandu pewnie przygotował coś romantycznego. Zszedłem po kilku schodkach i ruszyłem po rozwalonym chodniku wzdłuż szkolnych budynków. Kiedy skręciłem w całkiem odludne miejsce, rozejrzałem się z uśmiechem szukając ukochanego. Nigdzie nie dostrzegłem Chandu, ale za to na małym murku leżała kolejna niebieska karteczka. Mój chłopak lubił zabawę w kotka i myszkę, ja nawet też. To fajne, takie niespodzianki. Przynajmniej wiesz, że ten ktoś włożył w to serce. Bez wahania podszedłem bliżej i schyliłem się po kawałek papieru.
Mocne kopnięcie w biodro pozbawiło mnie równowagi. Zdezorientowany, powoli wstałem i otrzepałem się z kurzu. W odległości nie większej niż trzy metry stało trzech kolesi, zupełnie mi obcych. Jeden z nich zrobił krok w moją stronę. Usztywniłem nogi. Cios z prawej. Instynktownie kucnąłem. Drugi bierze rozmach. Odwracam się i wstaję. Lewym łokciem blokuje wymierzony we mnie cios. W tym samym czasie trzeci z nich wykonuje zamaszysty ruch nogą, podcinając jedną z moich. Pchnięty, tracę równowagę. Upadam. Jeden kopie mnie mocno w nerki. Jęczę. Przy trzecim mocnym kopnięciu w plecy czuję nagły przypływ sił i adrenaliny. Uchwyt. Trzymam jednego z nich za kostkę. Podciągam się, jednocześnie ciągnąc tego kolesia w dół. Mocne kopnięcie w obojczyk. Odchylam się w tył, jednak udaje mi się wstać. Jednym ruchem nogi skutecznie przytwierdzam do ziemi lecącego w dół chłopaka. Ręce wysoko, przygarbiony, kolana ugięte. Pozostali patrzą na mnie czujnie, czekają na ruch. Uśmiecham się pod nosem. Obrót. Podnoszę nogę na wysokość jego głowy, celowo o nią zahaczając. Zachwiany koleś opiera się o drugiego, na chwilę tracą mnie z oczu. Skok. Staję tuż za nimi. Jeden nagle się obraca. Bum. Mocno trafia mnie w szczękę żelazną pięścią. Ciche chrupnięcie odbija się w mojej głowie echem. Cholera. Z drugiej strony. Kolejna pięść dotyka mojej twarzy, raniąc kość policzkową. Ah. Zaczynam biec, bardzo się chwiejąc. Pot i kurz skleiły mi włosy. Dobiegam do głównej ulicy i podpieram się o mur Sali gimnastycznej. Nie gonią mnie. Staram się złapać oddech, ale nie mogę. Obite płuca, nerki, złamany obojczyk i szczęka. Podbite lewe oko. Dyszę. Nie mogę nawet przełknąć śliny, bo zaczynam się dławić. Co to było? Przychodzę na spotkanie z chłopakiem, a trzech całkiem obcych świrów zaczyna mnie bić. O co, kurwa, w tym chodzi? Poczekałem chwilkę, aż mój błędnik się w miarę wyrówna i będę w stanie iść normalnie. Trzymając się za lewą nerkę, ruszyłem powoli w stronę kawiarni Chandu. Chciałem, żeby mi wytłumaczył, co miało miejsce kilkanaście minut temu. Przechodnie patrzyli na mnie z politowaniem, ale nikt nie spytał, czy nic mi nie jest. Pewnie, każdy ma swoje problemy. Nie będą zwracać uwagi na ledwo trzymającego się w pionie chłopaka. Samolubne świnie. Na szczęście , kawiarnia naprawdę nie była daleko. Odetchnąłem z ulgą, gdy w zasięgu mojego wzroku pojawił się przeszklony budynek, którego górne piętro było zamieszkiwane przez mojego chłopaka. Chwytając za klamkę, oparłem się o nią dość mocno i wpadłem do pomieszczenia z wielkim hukiem. Siedzący za barem Chandu podniósł głowę znad blatu i w jednej chwili pomógł mi usiąść przy jednym ze stolików.
- Matko, Junhong, co się stało?
Chandu chyba naprawdę był zaskoczony wcześniejszym spotkaniem.
- Co się stało?! Zostawiasz mi w szafce kartkę, żebyśmy spotkali się za szkołą, a kiedy ja tam przychodzę, Ciebie nie ma. Za to są tam jakieś świry, które zaczynają mnie lać. Co Ci odwaliło?!
Zwracałem na siebie uwagę pozostałych klientów, krzycząc na zdezorientowanego chłopaka.
- Chyba nie sądzisz, że to ja kazałem im Cię pobić?! Nie zostawiałem Ci żadnej kartki. Pamiętasz jak wyglądali ci kolesie?
- Nie wiem. Może bym ich rozpoznał, nie pamiętam.
Chandu delikatnie pogładził mnie po obolałym policzku.
- Spokojnie, znajdę ich. O to się nie martw. A teraz chodź, umyjesz się, a później pojedziemy do szpitala. Mogło Ci się stać coś poważnego.
Od początku mogłem się domyślić, że to przecież nie Chandu. Musiała zajść jakaś głupia pomyłka. Ktoś sobie pomylił szafki i wrzucił tą karteczkę do mojej przez przypadek. Au. Dużo kosztował mnie ten przypadek. Podparłem się o Chandu i powoli zaczęliśmy iść w stronę zaplecza, skąd przeszlibyśmy do mieszkania bruneta.
- Chandu? To Ty?
Chandu gwałtownie się odwrócił, delikatnie nadszarpując moje i tak bolące ramię. Na widok gościa w drzwiach, Chandu stanął jak wryty. Po kilku sekundach zorientowałem się, że jest wkurzony, ponieważ zacisnął pięści. Spojrzał na mnie, później na nowego gościa. Jego oczy gwałtownie się powiększyły. Krzyknął.
- Co Ty tu w ogóle robisz?!







~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuje za czytanie.
Oczekujcie kolejnego rozdziału ^^
Hwaiting ~ 




środa, 25 grudnia 2013

Tao x Kris /Exo/ cz. II

Cześć ;p miało być przed świętami, wiem ;x niestety, mama zabrała mi laptopa na świeta, żebym niby spędzał czas z rodziną. wybaczcie, to była dla mnie męczarnia. odnośnie fick'a: jestem pewien, że popełniłem błąd robiąc ze wszystkich bohaterów chrześcijan, przepraszam, ale to na potrzeby opowiadania.
Mam nadzieje, że Wam się spodaba. Miłego czytania. Wesołych Świąt *-*

Take care ~



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



‘Tao, gdzie jesteś?’
‘Tam gdzie już Cię nie ma.’
‘Czyli gdzie?’
‘W moim świecie.’
‘Tao!’

-Dawno Cię nie widziałem. – chłopak nalał mi kilka centymetrów szkockiej, a sam odpalił cygaro.
- Tak, robię sobie małe wakacje.
- To jak długo sprawisz mi radość swoją obecnością?
- Może zostanę już na zawsze. – uśmiechnąłem się i wypiłem całą zawartość szklanki.
- Chyba nie mówisz poważnie?
- Nie cieszysz się?
Brunet uśmiechnął się do mnie i oparł się wygodniej o kanapę. Chyba nie chciał mówić nic więcej, zresztą i tak wiedziałem że się cieszy. Teoretycznie powinienem zostać teraz sam, a nie siedzieć w oddalonym o tysiące kilometrów od mojego domu pokoju na poddaszu.  Deszcz delikatnie stukał w okna, tworząc rozmaite melodie komponujące się z muzyką fortepianu w tle. Przyjaciel co jakiś czas odwracał wzrok od cygara i patrzył na mnie uważnie, jakby chciał odczytać prawdziwy cel mojej wizyty. Przysiadłem się bliżej niego. Ten fortepian naprawdę brzmiał pięknie. Brakowało tylko by osobą siedzącą obok był… Zamknąłem oczy czując, że zbliża się fala łez. Ku mojemu zdziwieniu, poczułem tylko wąski pasek ciepła na policzku, pozostały po rozgrzanej łzie. Delikatna kropelka spadła na rękaw mojej szarej bluzy, zostawiając widoczny ślad.
- Tao, nie zamierzam pytać dlaczego przyjechałeś. Bardzo mnie to cieszy. Jeśli to miejsce traktujesz jako świątynie, w której możesz się schować przed wszystkimi i uciec od problemów, to obiecuje, że będziesz tu spokojny.
Zrobiło mi się jakoś  lżej. Żałuję, że nie przyjechałem tu już kilka miesięcy wcześniej. Wstałem z kanapy i ukłoniłem się głęboko.
- Dziękuje. Pozwolisz, że pójdę już do swojego pokoju. Muszę odpocząć.
Xiang kiwnął na znak zgody i odpalił drugą fajkę. Spokojnie wyszedłem z pokoju, skręciłem w prawo i długim korytarzem poszedłem aż do końca, gdzie znajdowały się drzwi do mojej sypialni ze szkolnych czasów. Pokój prawie nic się nie zmienił. Był trochę bardziej zaniedbany, ale sam też nie często tu sprzątałem. Zdjąłem torbę z łóżka i położyłem ją przy drzwiach szafy. Nad łóżkiem zamontowana była drewniana półka, którą zrobiliśmy razem z Xiangiem, żebym mógł gdzieś składać ważne dla mnie rzeczy. Uśmiechnąłem się pod nosem  przypominając sobie jak podczas naszych zabaw w warsztacie Xiang walnął sobie młotkiem w palec, a robiąc krok w tył stanął nogą w wiadrze pełnym kleju. Dobre czasy. Przetarłem rękawem zakurzoną półkę i niepewnie chwyciłem ramkę ze zdjęciem, przysuwając ją bliżej twarzy. Stałem z Krisem przed wytwórnią, a on obejmował mnie ramieniem. Obaj szczerzyliśmy się jak idioci. Pamiętam dlaczego postawiłem tu to zdjęcie. Wtedy byliśmy trainee, to było zaraz po wstąpieniu do wytwórni. Był to okres, w którym co tydzień tu wracałem, nie mogąc odzwyczaić się od przebywania z innymi uczniami. Kris wtedy bardzo mi pomagał. Za każdym razem, kiedy miałem wracać do Korei, robiło mi się trochę smutno. Postawiłem tu to zdjęcie by pamiętać, że w Korei też mam do czego wracać. Do kogo. Zdjęcie sprzed kilku lat przywołało dość świeże wspomnienia.
- Muszę zapomnieć.
Odłożyłem ramkę zdjęciem do dołu i położyłem się na łóżku. Nie miałem nawet ochoty się rozpakowywać. Starałem się zasnąć, ale nie było to takie proste. Natłok myśli i ciągłe pytania, czy dobrze zrobiłem, nie dawały mi spokoju. To była długa noc. Tęskniłem.

‘Tao, jadę po Ciebie.’
‘Nie wiesz gdzie jestem.’
‘Sprawdzę wszystkie możliwe miejsca, choćbym miał szukać przez całe święta.’
‘Daj sobie spokój.’
‘Nie uciekaj przede mną. Prędzej czy później Cię znajdę.’

                Rano rozstanie z łóżkiem szło mi ciężej niż się tego spodziewałem. Obudziły mnie dźwięki dochodzące z sali treningowej, ale ze wszystkich sił starałem się zminimalizować ich działanie za pomocą poduszki przyciskanej do uszy. Nie udało się. Teraz wyraźnie poczułem, że od opuszczenia szkoły moja samodyscyplina i kontrola poważnie spadły. Wlepiłem wzrok w biały sufit, który kilka lat temu był pierwszą rzeczą, którą oglądałem po przebudzeniu. Jeszcze kilka dni temu nade mną nachylałby się teraz Kris, dmuchając mi w ucho i starając się mnie dobudzić. Zawsze tak robił. Wstawał wcześniej, ostrożnie wchodził do mojego pokoju i sam mnie budził. Zawsze prosiłem go, żeby tak nie robił, bo nie miałem pewności, jak długo patrzy się na mnie kiedy śpię. Wydaje mi się, że przez sen nie wyglądam zbyt atrakcyjnie, a już na pewno nie na tyle dobrze, by pokazywać się tak Krisowi. Zresztą teraz to już nie istotne. Usiadłem na brzegu łóżka i niemrawo ubrałem buty.
- Pasowałoby się ogarnąć, zanim pójdę na halę.
Spojrzałem na nierozpakowaną torbę. Leniwie rozsunąłem zamek i przekopałem tonę ciuchów tylko po to, by wydostać z dna kosmetyczkę. Przeciągnąłem się i chwyciłem leżącą na wierzchu koszulkę w panterkę. Miałem to szczęście, że łazienka była zaraz obok mojego pokoju.   Szybko zamknąłem się wewnątrz i przemyłem twarz letnią wodą. Dobrze mi to zrobiło, choć spuchnięte oczy wciąż mnie piekły. Chyba przez sen zdarzyło mi się kilka razy płakać. Ugh. Oparłem się o szafkę stojącą w kącie i mocno potarłem sobie skronie. Zaczynała boleć mnie głowa. Powoli wszedłem pod prysznic i odkręciłem ciepłą wodę. Łazienka błyskawicznie wypełniła się parą, zwiększając zawartość wody w powietrzu. Stałem pod słuchawką prysznica, a woda delikatnie spływała mi po karku, zastawiając to pozytywne uczucie. Przez chwilę poczułem, jakby woda zabierała ze mnie wszystkie niemiłe emocje i skapywała wraz z nimi z moich palców do odpływu. To było najprzyjemniejsze 40 minut odkąd tu przyjechałem. 
                Kiedy skończyłem brać prysznic, trening chyba dobiegł już końca. Krzyki na sali ucichły, a w całym budynku zrobiło się jakoś ciszej. Poczekałem, aż para opadnie, przetarłem zaparowane lustro i pozbierałem swoje przybory kosmetyczne. Wyszedłem na korytarz z wciąż wilgotnymi włosami, gdzie omal nie przewrócił mnie tłum chłopaków, biegających po obu stronach. Cudem przedarłem się do oddalonego o zaledwie 2 metry pokoju, a na podłodze wciąż leżała nierozpakowana torba. Odtworzyłem szafę stojącą naprzeciw łóżka i na jednej z półek położyłem kosmetyczkę. Rzuciłem wzrokiem na torbę i usiadłem na łóżku. Nie powinno mnie tu być.
- Są święta. Chłopaki pewnie siedzą teraz razem w dormie, przy choince, i piją cieplutkie kakao. Wspólnie się śmieją, składają sobie życzenia, przytulają się…Kris ich przytula, uśmiecha się do nich, daje mi prezenty…Um. Podniosłem z półki odłożone wczoraj zdjęcie i jeszcze raz się mu przyjrzałem. Kiedy podniosłem je gwałtowniej, na podłogę upadł złożony papierek. Zdezorientowany postawiłem ramkę z powrotem na półce i chwyciłem to coś, co jeszcze minutę temu było wciśnięte w róg ramki. Z bliska zobaczyłem, że jest to stara serwetka z jakiegoś fastfooda. Zawinięte w nią było zdjęcie Krisa do legitymacji. W garniturze, z blond grzywką zaczesaną do tyłu. Na serwetce, bladoniebieskim, przerywającym długopisem, było napisane:  

‘Trzymam kciuki, ale wracaj szybko!
 Będę czekać, a jak przyjedziesz to zjemy sobie coś dobrego :) ‘

Teraz przypomniałem sobie, kiedy dostałem to zdjęcie. Wyjeżdżałem kiedyś na zawody wushu, bardzo się przed nimi denerwowałem. Kris zabrał mnie na lody, żebym się odstresował, ale nie miałem ochoty na słodkie, więc poszliśmy na frytki. Siedzieliśmy sami, co bardzo mnie zszokowało, bo myślałem, że będzie cały zespół. To było chyba pierwsze nasze spotkanie, przy którym uświadomiłem sobie jak bardzo jestem do Krisa przywiązany. Już wtedy bardzo się mną przejmował i opiekował. A przecież praktycznie się na znaliśmy. Jako pierwszy zbliżył się do mnie, zaczął się troszczyć, zawsze mi pomagał. We wszystkim. Nawet na zakupy chodziliśmy razem, bo często nie mogłem zdecydować, co ubrać, a on rozwiewał wątpliwości. Um, wątpliwości… Szkoda, że teraz nie może mi powiedzieć czy dobrze zrobiłem. Zwinąłem serwetkę wraz ze zdjęciem w kulkę i schowałem do kieszeni. Twarz ukryłem w dłoniach, bojąc się, że znów zacznę płakać. Choć wydaje mi się, że w ostatnich dniach wylałem więcej łez niż przez całe życie. W tym momencie ktoś zapukał do drzwi. Jak poparzony wstałem z łóżka i stanąłem na środku pokoju niemal na baczność. Do pokoju wszedł Xiang, trochę zdziwiony moją postawą.
- Przeszkadzam? Nie było Cię na śniadaniu, wszystko ok?
Kiwnąłem twierdząco głową i uśmiechnąłem się niemrawo.
- Większość chłopaków wyjeżdża na święta do domu, chodź na pożegnanie.
Xiang wyciągnął rękę w moją stronę, a ja chwyciłem ją pewnie i poszedłem wraz z przyjacielem na dół. W wielkim salonie zebrani byli wszyscy uczniowie. Stanęliśmy sobie gdzieś z tyłu, a tłum nastolatków zasłaniał nam centralną część pomieszczenia. Dopiero po kilku minutach zorientowałem się, że cały salon jest przystrojony świątecznie. Na środku pokoju stała żywa choinka, ubrana w różnokolorowe bańki i światełka, które o dziwo do siebie pasowały. Wciągnąłem mocno powietrze i w tej sekundzie poczułem świeżą woń lasu, roztaczającą się po całym budynku. Obok choinki stał nasz laoshi i wyraźnie przygotowywał się do przemowy. Ukłonił się w naszą stronę, a my zgodnie odpowiedzieliśmy głębszym ukłonem.
- Ehh… Jak co roku wszyscy wracacie do domu, a ja zostaje tu sam. Nie dziwie się wam, chcecie spędzić ten czas z kimś kogo kochacie. I bardzo dobrze, magia świąt działa tylko wtedy, gdy ten czas ofiaruje się drugiej osobie. Bez znaczenia, czy przez cały rok mieliście nienajlepsze relacje. Jutro jest dzień, w którym powinniście zapomnieć o wszystkich niesnaskach.
W tym momencie przestałem słuchać mistrza. Spojrzałem na Xianga i szybko poszedłem do własnego pokoju. Gdy biegłem po schodach, przewróciłem się na zwiniętym dywanie. Genialnie. Podniosłem się szybko i wybiegłem do swojego pokoju. Zdenerwowany zacząłem rozrzucać swoje rzeczy po całym pokoju, a później bezwzględnie wrzucać je do torby. W tym momencie ucieszyłem się, że nie miałem ochoty się rozpakować. Chwyciłem zdjęcie z Krisem i rzuciłem je na sam wierzch moich drobiazgów. Zbyt agresywnie szarpnąłem za zamek od torby, urywając kilka nici. Kurwa. Cały czas czułem gromadzącą mi się w oczach wodę. Zacisnąłem zęby i zarzuciłem torbę na ramię, chwytając za klamkę od drzwi. W tym samym momencie w drzwiach stanął Xiang.
- Wypadło Ci to na schodach.
Przyjaciel podał mi zwinięty w kulkę papierek. Chwyciłem go szybko i odwróciłem głowę, rzucając szybkie ‘Dzięki’.  Xiang został na korytarzu, a ja zbiegłem na dół. Nie miałem pojęcia czemu chciałem wrócić do domu. Po prostu musiałem teraz zobaczyć się z Krisem. Kiedy stanąłem w salonie, nagle plecy oblały mi się potem, przygryzłem wargę, zacisnąłem pięści, nogi zrobiły mi się jak z waty i podejrzanie szybko zachciało mi się sikać. Pod choinką siedział Kris, z czerwona kokardą zawiązaną na głowie. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się i wstał. Przyglądałem mu się jakbym zobaczył ducha. Podszedł bliżej , a ja nie wiedziałem co robić.
- Tao…
To był najcieplejszy uśmiech jaki w życiu widziałem.
- Sehun za Tobą tęskni. Wszyscy. Ja też. Głównie ja. Ja najbardziej.
Mhm. Kris wyciągnął rękę w moją stronę, a ja odruchowo się odsunąłem.
- Wiedziałem, że tak będzie. Przepraszam. Ja.. Ja naprawdę nie chciałem.
Wu Fan domyślił się, że mu wybaczam i wskazał mi miejsce na kanapie. Usiadłem grzecznie i czekałem, co zdarzy się później. Kris usiadł obok i podał mi parujące jeszcze kakao z pływającymi na wierzchu słodkimi piankami. Chwyciłem kubek i pociągnąłem spory łyk, który wprowadził mnie w przyjemny stan.
-Moglibyśmy pogadać o tym, co…
-A może zatańczymy jak..
-Jak w tamtym roku?
Spojrzałem w oczy siedzącego obok chłopaka i cała złość ze mnie zeszła. On wstał, wyciągnął telefon i puścił jedną z moich ulubionych świątecznych piosenek. Podał mi rękę, którą chwyciłem niepewnie i stanąłem naprzeciw niego. Ehh, co ja wyprawiam. Chyba miłość za bardzo przewróciła mi w głowie.
- Wiesz, chyba związek z *** przysłonił mi prawdziwą miłość.
Mówiąc to, Kris uśmiechnął się naprawdę uroczo.

- Tak, chyba tak. 





~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziekuje za czyatnie.
Hwaiting ~~ 

poniedziałek, 25 listopada 2013

Tao x Kris /Exo/

Cześć :) Gdybym miał opisać wszystko, co działo się przez ten czas, zanudziłbym was na śmierć. Dlatego w skrócie. Dużo się działo, ale wszystko skończyło się szczęśliwie. Wszystkie sprawy doprowadziłem do końca, teraz mogę nazwać się w pełni szczęśliwym człowiekiem. :) To prawdopodobnie ostatni fanfick, który udostepniam. Wrócę do tworzenia własnych postaci. Myślę, że wtedy rozwijam sie najbardziej.

Miłego czytania. Take care ~


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


                    Skończyłem śpiewać i całkiem zadowolony usiadłem na łóżku. Nie pamiętam, żeby ta piosenka wyszła mi kiedyś tak dobrze jak dziś. Rozglądnąłem się po pustym dormie, rozkładając się wygodniej na kanapie. Kiedy już prawie zamykałem oczy, ktoś zaczął intensywnie szarpać klamką. Zerwałem się z łóżka i wyprostowany jak deska stanąłem zaraz obok drzwi. W jednej chwili do mieszkania wpadł Kris o mało nie wyrywając drzwi z zawiasów. Zatrzymał się na widok mnie i wyszeptał:
- Tao, jak dobrze…
Zanim się zorientowałem, Wu Fan stał blisko mnie, ograniczając mi przestrzeń życiową. Oczy starszego były mocno zaczerwienione.
- Kris, co się sta…
Chłopak momentalnie mnie uciszył, składając na moich ustach nie tak delikatny pocałunek. Oparłem się o ścianę, by nie przewrócić się z wrażenia i szczęścia jednocześnie. Zawsze przygnębiała mnie bliskość przyjaciela, w którym byłem zakochany po uszy, jednak teraz…nie czułem żadnych złych emocji. Kiedy nasze usta były złączone wszystko było takie nieistotne. Kris przyparł mnie do ściany całym swoim ciałem. Nie mogłem zaprotestować, ale przecież nie chciałem. Przez tak długi czas milczałem, a teraz on, mój Wu Fan, całuje mnie z własnej woli. Oderwałem go od siebie na chwilę, by sprawdzić, czy to nie jest sen. Kris rzeczywiście stał niebezpiecznie blisko mnie i teraz całował moją szyję, wywołując u mnie ciche pojękiwania. Cały rok marzyłem o tej chwili, więc chciałem się jej bezgranicznie oddać, zapamiętując każdy dotyk ust Krisa. Jednak coś tu grubo nie pasowało. Tak bardzo chciałem poddać się emocjom i nie zwracać na nic uwagi, jednak miałem świadomość tego, że gdybym nie przerwał teraz Krisowi, to chciałbym tylko więcej i więcej. Otrząsając  się z cudownych rozkoszy, chwyciłem pewnie lewą rękę Ben Bena, która podciągała moją koszulkę, ukazując światu moje mięśnie brzucha.
- Kris, co próbujesz zrobić?
Wu Fan przez chwilę patrzył mi w oczy, po czym szybko spuścił wzrok i powiedział jakby nie swoim głosem.
- Ta suka…ona znalazła…sobie…innego.
Przerwy w jego wypowiedzi, spowodowane gwałtownymi wdechami powietrza, dodatkowo sprawiały, że brzmiał żałośnie. Chwycił kurczowo moją koszulkę i nie puszczając jej, zaczął cichutko szlochać. Nie chciałem patrzeć, jak Kris płacze, więc przytuliłem go mocno i poklepałem po plecach.
- Ej, wszystko będzie dobrze, przecież…
Kris najwyraźniej nie chciał wiedzieć dlaczego wszystko będzie dobrze, bo przerwał mi w połowie zdania.
- Może nawet lepiej…teraz możemy skupić się na sobie.
Moje serce chciało latać ze szczęścia, jednak ze wszystkich sił starałem się tego po sobie nie pokazać. Nasze usta ponownie się złączyły. Tym razem zignorowałem woń mocnego alkoholu zmieszaną z kiepskim tytoniem, i zacząłem odwzajemniać pocałunek. Kris widocznie uznał to za zgodę na wszystko inne. Uwiesił się na mojej szyi i wyszeptał:
- Zróbmy to.
W jednej chwili przestał być aż tak pijany i z dzikim wzrokiem chwycił  moje przedramię. Zanim o cokolwiek spytałem, zrobił krok w tył i pociągnął mnie w stronę znajdującego się za jego plecami pokoju.
- Zaraz, co konkretnie chc…
Nie pozwolił mi nawet dokończyć zdania. Zdezorientowany znalazłem się w sypialni Wu Fana, który stojąc naprzeciw mnie, zdejmował właśnie koszulkę. Przełknąłem ślinę. Wow. Jego ciało… coś wspaniałego,  uhm… Wydawało mi się, że bicie moje serca odbijało się echem od ścian. Mój lider przygryzł dolną wargę i znacząco spojrzał na moją koszulkę.
-Hm, teraz moja kolej?
Spytałem niewinnie, udając, że nie wiem, co Kris chce ze mną robić.
-Walić to.
Starszy uśmiechnął się szarmancko i dosłownie rzucił mną o łóżko. Chciałem podeprzeć się łokciami, jednak Kris momentalnie znalazł się nade mną, nie pozwalając mi się nawet ruszyć. I co teraz? Czekałem bez ruchu na jakieś polecenie starszego. Kiedy patrzył na mnie w ten sposób, robiłem wszystko czego tylko zażądał.   Ułożył swoje dłonie na moich ramionach, a ich ciepło czułem przez materiał koszulki. To było takie przyjemne. Starszy położył się na mnie całym ciałem, szepcząc mi do ucha.
- Tak się cieszę, że tu jesteś. Pomożesz mi o niej zapomnieć.
Coś we mnie pękło. Miałem być tylko pocieszeniem po zerwaniu? Chciał sobie poprawić humor szybkim numerkiem? Mógł iść do burdelu. Ja nie jestem dziwką. Moja wewnętrza rozmowa chyba trwała trochę za długo, bo w czasie jej trwania Wu Fan zaczął dobierać się do moich spodni. Chwyciłem jego rękę, a on zupełnie się tym nie przejął i brutalnie przekręcił mnie na brzuch.
-Nie, przestań!
Teraz na prawdę dotarło do mnie o co w tym chodzi.
- Co jest? Jesteś moim przyjacielem, masz mi pomagać.
Kris szybko to wybełkotał i niezbyt delikatnie zdarł ze mnie spodnie.
- Ale nie w ten sposób! Kurwa!
Czułem na biodrach coraz mocniej zaciskające się ręce starszego.
- Słyszysz?! Puszczaj mnie!
Alkohol i fajki to nie najlepsze lekarstwo na złamane serce. A wyruchanie najlepszego przyjaciela, który jest w nas zakochany to jeszcze gorszy pomysł.  Kris szarpał się ze mną, wiedząc, że i tak wygra. Nie miałem na tyle siły, by go powstrzymać. Ręce bolały mnie od wymachiwania, a usta zasłaniała mi ręka starszego, już nie tak przyjemna. Jego ciężar sprawił, że kompletnie nie mogłem się poruszyć. Po kilku minutach szarpaniny wiedziałem, że to i tak się stanie. Poczułem, że obaj jesteśmy nadzy. Wszystko działo się niewyobrażalnie szybko.  Jakiś nieznany mi dotąd ból przeszedł moje ciało, napełniając moje oczy po brzegi łzami. Tak nie można… Czułem jak krew pulsuje mi w skroniach. Przed oczami robiło się coraz ciemniej i nawet nie miałem już sił walczyć z przyjacielem. Powoli traciłem świadomość tego, co się dzieje, a Kris…


                Um, ała. Nie byłem w stanie powiedzieć nic więcej. Wstałem powoli z łóżka Krisa, czując jak z każdym krokiem wszystkie mięśnie się napinają. Musiałem dużo szlochać przez sen, bo na policzkach czułem zastygnięte ślady po słonych łzach. Wcale nie było mi zimno, mimo to cały się trząsłem. Powoli się ubrałem i starając się nie płakać więcej, wyszedłem na korytarz. Modliłem się, aby nikogo nie spotkać, niestety los ostatnio naprawdę przestał mnie lubić.
- Tao, coś się stało?
Sehun spojrzał na mnie z troską i dotknął mojego ramienia, a ja wzdrygnąłem się i szybko odsunąłem.
Szybko minąłem młodszego, żeby nie musieć patrzeć mu w oczy. Zapominając o bolących mięśniach popędziłem do swojego pokoju. Zniknąłem za drzwiami i po zamknięciu drzwi na klucz, upadłem bezwładnie na łóżko. Nie pamiętam ile czasu płakałem, ale na pewno dłużej niż godzinę. Przynajmniej nikt nie próbował do mnie wejść, bo z reguły o tak wczesnej porze członkowie jeszcze śpią. Nie mogłem się pozbierać. Za dużo… Chciałbym, żeby moje serce krwawiło, ale brutalnie zostało wczoraj wyrwane.  Spojrzałem na zdjęcie wiszące nad łóżkiem. W kąciku ust poczułem słoną łzę, która spłynęła po policzku.  To koniec. Ze mną. Nie zdobędę się nawet na wymianę spojrzeń z Krisem, co dopiero jakąś rozmowę. Myślenie o tym nic mi nie dało.
- Dobra, ruszaj dupę. Zrób coś ze sobą.
Próbowałem zmotywować moje wyniszczone do granic możliwości wewnętrzne ja. Wstałem powoli, przebrałem się i użyłem sporej ilości korektora, by zatuszować wory pod oczami. Mdliło mnie na samą myśl rozmowy z jakiś człowiekiem. Wyszedłem z pokoju. Droga wolna. Za oknem było trochę chłodno, więc ubrałem porządniejsze buty i skórzaną kurtkę, robiąc jak najmniej hałasu. Miałem nadzieję, że przed budynkiem zaczerpnę odrobinę świeżego powietrza. Powinienem przewidzieć, że nigdy rzeczy nie układają się po mojej myśli. Otworzyłem drzwi na dole budynku i momentalnie miałem ochotę je zamknąć. Przy schodach stała dziewczyna Krisa. Była dziewczyna. Na pewno mnie zauważyła, bo uśmiechała się przyjaźnie. Nie mogłem już uciec, więc zacisnąłem pięści i rzuciłem luźno ‘Cześć’. 
- Kris opowiadał Ci co się wczoraj stało?
Dźwięk przełykanej śliny odbił się echem w mojej głowie jak odgłos kamienia wrzuconego do studni.
- Nie był skłonny do rozmowy.
Poczułem, że dłonie pocą mi się intensywnie.
- No tak, strasznie się upił. Powiedział, że sam nie pamięta, co robił. Wydaje mu się, że zaraz po powrocie do domu poszedł spać. Dzwonił do mnie teraz, chciał żebym przyszła, chyba chce przeprosić. Jak dobrze pójdzie znów będziemy razem.
Uśmiechnęła się przyjaźnie nie mając pojęcia, co mi właśnie powiedziała. To gwóźdź do mojej trumny.
- Muszę już iść, przepraszam.
Ukłoniłem się. Uśmiechnąłem się, obróciłem twarz, a z moich oczu znów puścił się strumień wody. Za rogiem budynku, gdzie się zatrzymałem, było bardzo spokojnie. Pociągnąłem kilka razy nosem i wziąłem głębszy oddech. Wyjąłem z kieszeni telefon. To jedyne, co mogę w tej sytuacji zrobić. Wybrałem numer i odczekałem chwilę po sygnale.
- Tu Huang. Musimy porozmawiać…


*************************

Umm, Tao… Od wczoraj go nie widziałem. Zaraz rano gdzieś wyszedł i chyba wrócił jak już spałem. W poszukiwaniu przyjaciela zajrzałem do każdego pomieszczenia w dormie, lecz nigdzie go nie znalazłem. Wychodząc z łazienki, dostrzegłem Chanyeola, idącego już na śniadanie.
- Ej, Chanyeol! Nie widziałeś może Tao?
- Nie, sorki. Idziemy na śniadanie?
Kumpel złapał mnie za rękę i zaciągnął za sobą do jadalni. Nie mogłem przestać myśleć o nieobecnej Pandzie, zaczynałem się martwić. Śniadanie zaczęliśmy w jedenastu, a kilku członków spoglądało na mnie z naprawdę przerażającymi minami. Średnio wiedziałem o co im chodzi, nie miałem czasu nad tym myśleć. Tao był ważniejszy. Czułem, że nie dam rady więcej zjeść, więc wstałem grzecznie dziękując i odniosłem talerz do kuchni. Kiedy stanąłem przy blacie, zobaczyłem, że Sehun też odszedł od stołu i stoi teraz tuż za mną.
- To twoja wina.
Sehun patrzył na mnie wzrokiem, którym mógłby zabić. Naprawdę, aż poczułem nieprzyjemny dreszcz.
- O co chodzi?
- To przez ciebie Tao nie wrócił do domu na noc.
Wytrzeszczyłem oczy.
- Nie wrócił…?
Sehun zacisnął pięści, wyglądając na mocno wkurzonego. Zrobił krok w moją stronę, a ja odsunąłem się lekko czując się niezbyt pewnie w towarzystwie zdenerwowanego Sehuna. Młodszy warknął cos pod nosem, po czym wyszedł szybko z kuchni, mijając się z Suho w przejściu.
- Kris, chodź, menager chce z nami pogadać.
Skinąłem głową i poszedłem za liderem. Weszliśmy do salonu, gdzie reszta zespołu siedziała na kanapach, a menager stał na środku ze średnio zadowoloną miną. Zająłem miejsce obok Chanyeola, który jako jedyny nie patrzył na mnie wzrokiem bazyliszka. Spojrzałem na Sehuna. Oczy miał lekko zaczerwienione, jakby zbierało mu się na płacz. Atmosfera bynajmniej nie była przyjemna.
- No cóż, mam nie najlepsze wieści.
- Coś z Tao?!
Krzyknąłem bezwiednie, zwracając na siebie uwagę wszystkich członków.  Menager westchnął ciężko. O nie.

- Niestety. Do Exo dołączy ktoś z obecnych trainee, ponieważ…ummm…Tao już do nas nie wróci. Huang z powodów osobistych odszedł z wytwórni. 



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuje za czytanie. 
Hwaiting ~~