poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Kris x Tao /Exo/

Kolejny fanfic. Nie wiem, czy idę w dobrym kierunku, bo zawsze wolałem pisać opwiadania o własnych postaciach, ale cóż. Do tej pory wszystko miało dla mnie jakieś inne znaczenie. Ale czy to znaczy, że muszę iść własną drogą? Lepiej trzymać się własnych marzeń i planów? A jego bliskość? W sumie dużo się kłuciliśmy. Dobrze jest przestać się ranić, ale czy te dobre chwile nie miały dla mnie większego znaczenia niż te złe? Nie jestem pewien. Jego...on...nie moge. Ciągle widzę jak się uśmiecha, ale wiem, że to już nie jest moje. To szczęście juz nie jest moje.
Zapraszam do czytania.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 
 
 
 
                        Kolejna sesja zdjęciowa minęła bezproblemowo. Zdjęcia w duetach wyszły naprawdę genialne. Wszyscy byli wykończeni, ale też zadowoleni z wykonanej pracy, której efekty będziemy mogli podziwiać w następnym numerze K-star Magazine. Mieliśmy dobre nastroje, co dało wyczuć się w powietrzu, bo każdy się uśmiechał. No, prawie każdy. Katem oka zauważyłem Krisa, który nie wyglądał na najszczęśliwszego. Szedł trochę z tyłu, nie udzielając się w żadnej z toczących się dokoła rozmów. Mętnym wzrokiem wpatrywał się w daleki punkt i wcale nie zamierzał odwrócić się w naszą stronę. Szybko postanowiłem przeanalizować wszystkie wydarzenia dzisiejszego dnia, chcąc odkryć, co tak skutecznie zepsuło humor Krisowi. Hmm… W sumie to za wiele się dziś nie działo. Śniadanie minęło rutynowo, a zaraz później poszliśmy na sesję. Z samymi zdjęciami Kris nie miał problemu, zawsze lubił pozować. Image też mu się raczej spodobał, mówił, że codziennie mógłby się tak ubierać. Może to przeze mnie? Zdjęcia w duecie mieliśmy razem, co mnie osobiście ucieszyło. Z Krisem zawsze miałem dobre relacje, między nami nie było żadnych spin, więc czemu miałby się smucić przeze mnie? Nasze zdjęcia wyszły naprawdę dobrze, przytulaliśmy się i obejmowaliśmy. Wyglądaliśmy ze sobą naturalnie i swobodnie. I seksownie. Serio, Kris w białej koszuli rozpiętej do połowy wyglądał naprawdę nieziemsko. Trochę obawiałem się, że reżyser karze mi dotknąć jego torsu, a to wprawiłoby mnie w zbyt duże zakłopotanie. Zawsze był dla mnie nieosiągalny, nasze relacje zatrzymały się na etapie przyjaźni. Nigdy nie mówiłem Krisowi o tym, co do niego czuję, minimalizując szanse na to, że mnie zrani. Przynajmniej nie zepsułem naszej relacji. Teraz to ja zrobiłem zmartwioną minę i znów zacząłem myśleć, jak dziwnym trzeba być, żeby zakochać się w osobie tej samej płci. Z zamyślenia wyrwał mnie Lay, który położył mi dłoń na ramieniu, widząc moją zatroskaną minę.
- Wyglądasz na zmartwionego. Wszystko ok.?
Twierdząco kiwnąłem głową. 
- Wiesz, specjalnie poprosiłem menagera, żeby przydzielił Cię do pary z Krisem. Myślałem, że coś między wami zaiskrzy, ale chyba Kris nie jest z tego zadowolony.
Obaj odwróciliśmy się w stronę chłopaka, który nadal szedł sam. Lay czekał, aż cos powiem, ale tylko spojrzałem na niego bezradnie i wzruszyłem ramionami. Czyli to jednak przeze mnie Kris był smutny. Zdezorientowany rozejrzałem się dokoła. Ledwo, co wyszliśmy ze studia, a już staliśmy naprzeciw naszego wieżowca. Przez te rozmyślania droga do domu minęła mi szybko, ale nie powiedziałbym, że spokojnie.
                        W dormie panowała pogodna atmosfera, chłopaki wygłupiali się w najlepsze, siedząc w salonie. Jedynie Kris do razu poszedł do siebie i bez słowa zniknął, zamykając się w swoim królestwie. Siedziałem na kanapie i śmiałem się z żartów opowiadanych przez Chena, ale tak naprawdę zastanawiałem się, czemu Kris nie siedzi z nami. Jeszcze wczoraj sam przyszedłby do mnie, usiadł obok i pogadał jak z przyjacielem, trzymając mnie za ręce. Co ja mu takiego zrobiłem? Zachowywałem się dziś tak jak zawsze, nie zrobiłem nic, co mogłoby go urazić. Dystans, który utrzymywał od kilku godzin sprawiał mi dużą przykrość, co odebrało mi chęci na cokolwiek. Wziąłem sobie butelkę wody z lodówki i udałem się do swojego pokoju, gdzie miałem nadzieję odpocząć od dzisiejszego dnia i własnych myśli. Szedłem wzdłuż korytarza i mijając drzwi do pokoju Krisa, skręciłem do własnego. Moje łóżko ustawione było zaraz pod ścianą łączącą mój pokój z pokojem Wu, więc rzuciłem się na nie nieostrożnie, chcąc przynajmniej w ten sposób być teraz troszkę bliżej Krisa. Pod głową ułożyłem sobie dużą poduchę, przytrzymując lodowatą butelkę przy gorącym policzku. Śmiechy w salonie powoli cichły, chłopaki rozchodzili się do swoich pokoi i zmęczeni po całym dniu, kładli się spać. Lay ostrożnie uchylił drzwi i chyba uznał, że już zasnąłem, ponieważ cichutko wślizgnął się do środka i bardzo ostrożnie ułożył się na własnym łóżku, stojącym po drugiej stronie pokoju. Kilka minut później mogłem już dosłyszeć ustabilizowany oddech śpiącego przyjaciela. Przewróciłem się na plecy i wlepiłem wzrok w sufit.
- Myślisz, że Kris się czegoś domyśla? Dlatego ma taki zły humor? Nienawidzi mnie teraz? Będzie chciał się ze mną dalej przyjaźnić? Może będzie się teraz bał trzymać mnie za rękę? Co?
Na szczęście Lay nie odpowiedział na żadne pytanie, co bardzo mnie cieszyło. Gdyby Kris naprawdę wiedział, co do niego czuję, znienawidziłby mnie, wiem to. Poczułem straszny ścisk w żołądku. Do tej pory idealnie ukrywałem swoje uczucia, jak to możliwe, że się domyślił? Lay na pewno mu nie powiedział, nie zrobiłby mi tego. Oddałem się chwilowo ciszy panującej w mieszkaniu, nasłuchując bicia własnego serca. W jednej chwili usłyszałem dziwaczne dudnienie, dobiegające z pokoju Wu. Podpierając się łokciami, wstałem z łóżka i wyszedłem na korytarz, ostrożnie zamykając za sobą drzwi. Oparłem się plecami o drzwi pokoju Wu Fana i starałem się wyłapać, co to za dźwięk. Miałem wrażenie, że dudnienie wydobywa się z czegoś mokrego, słychać było dziwne mlaskanie w tle. Uchyliłem lekko drzwi, by zobaczyć, co wydaje takie dźwięki. Zajrzałem do środka. Kris siedział na fotelu, odwrócony plecami do mnie, więc spokojnie mogłem patrzeć w jego stronę. Zauważyłem, że jego prawa ręka wykonuje intensywne ruchy, w przód i w tył, jakby…zaraz. Czy on…?
- Ohh…mmm…
Ciche jęknięcia sprawiły, że zdałem sobie sprawę, co naprawdę robi Kris. Gwałtownie zamknąłem oczy i wycofałem się na korytarz. Wiedziałem, że nie powinienem tego oglądać, ale nie mogłem się powstrzymać. Nie chciałem podglądać chłopaka, ale pokusa stawała się coraz większa, więc znów uchyliłem drzwi. Brzmiał tak rozkosznie, że przez moment sam czułem podniecenie i miałem ochotę sięgnąć ręką do własnych spodni. Z lekkim poczuciem winy ponownie wsunąłem głowę i wsłuchałem się w jęki Krisa.
- Oh, ummm, tak, Zitao, ouuu…
Błyskawicznie zatkałem sobie usta dłońmi, tłumiąc krzyk. Z szeroko otwartymi oczami pobiegłem do siebie, nawet nie zamykając drzwi Krisa, który i tak tego nie zauważył. Czy on powiedział moje imię? Powiedział moje imię, robiąc to? Matko, przez moment próbowałem sobie wmówić, że się przesłyszałem, ale moja świadomość była całkowicie pewna, że Wu Fan wyjęczał właśnie moje imię. Fantazjować o Krisie to jedno, ale wiedzieć, że on fantazjuje o mnie, to już zupełnie cos innego. Serce biło mi niepokojąco szybko, a dłonie pociły się jak podczas pierwszego występu. Przez ułamek sekundy czułem dziwne ukłucie gdzieś po lewej stronie klatki piersiowej, lecz po chwili przerodziło się to w pewnego rodzaju radość. Skoro Kris wyobrażał sobie, że robię mu dobrze, a ja od dłuższego czasu byłem w nim zakochany, nic nie stało na przeszkodzie wykonaniu tych fantazji w rzeczywistości. Uśmiechnąłem się sam do siebie i przytuliłem mocno poduszkę, wciąż myśląc o Krisie. Może jednak coś z tego będzie? Z optymistycznym nastawieniem zamknąłem oczy, mając nadzieję, że przyśni mi się starszy, siedzący zaraz za ścianą, przeżywający właśnie orgazm chłopak.
                        Lay uporczywie szarpał mnie za ramię, nie pozwalając mi dalej rozkoszować się snem.
- No wiesz, nie musiałeś mnie budzić, bo miałem naprawdę przyjemny sen. Kris mi się śnił.
Uśmiechnąłem się sam do siebie i potarłem dłońmi oczy, powoli podnosząc się z pozycji leżącej.
- Tak, uświadomię Cię. Widać, że śnił Ci się Kris.
Lay spojrzał znacząco na moje bokserki, gdzie wyraźnie widoczne było teraz całkiem spore wzniesienie. Zawstydzony, nawet nie spojrzałem w oczy Lay’a, gwałtownie przykrywając swoje przyrodzenie poduszką.
- Ciesz się, że to ja Cie obudziłem. Gdyby wszedł tu ktoś inny, twoje uniesienie mogłoby zostać naruszone.
Xing uśmiechnął się pod nosem i rzucił we mnie moimi własnymi spodniami.
- Ubieraj się, za 15 minut mamy śniadanie. 
- Dzięki, Zhang.
Uśmiechnąłem się delikatnie, patrząc na plecy przyjaciela znikające za drzwiami. Pospiesznie ubrałem spodnie i wyszedłem do łazienki, ogarnąć trochę swoją twarz.
                        Wciąż myśląc o Krisie, opuściłem łazienkę i skierowałem się do pokoju, by skompletować resztę dzisiejszego stroju, bo przecież nie pójdę na śniadanie w samych spodniach. Odpływając myślami gdzieś daleko, nawet nie zauważyłem, kiedy drzwi uderzyły mnie w ramię, powodując utratę równowagi, a tym samym delikatny upadek.
- Oh, przepraszam, nie zauwa…
Kris patrzył na mnie z góry, mrugając ze zdziwienia dość intensywnie. Miał dziś na sobie mój podkoszulek bez rękawów, który pożyczyłem mu dwa dni temu. Z odkrytymi ramionami wyglądał niesamowicie seksownie.
- To mój podkoszulek?
Spytałem tępo, nie mogąc powiedzieć nic innego. Automatycznie przypomniało mi się to, co widziałem w nocy.
- Tak...a co, to twój jedyny?
Kris spojrzał najpierw na podkoszulek, a później znacząco zahaczył wzrok o mój goły tors. Podał mi dłoń, którą chwyciłem pewnie i od razu poczułem się lepiej.
- Nie, nie. Właśnie szedłem się ubrać.
Uśmiechnąłem się nerwowo i wytarłem spocone ręce w spodnie.
- Ok. to do zobaczenia na śniadaniu, Tao.
Wu uśmiechnął się i powoli ruszył w stronę jadalni. Jak on mógł być taki wyluzowany? I jakoś tak od razu humor mu się poprawił? Szybko zarzuciłem na siebie koszulę w kratkę i poszedłem na śniadanie, czując mały ucisk w żołądku. Wiedziałem, że nie dam rady zjeść za wiele.
                        Stół w jadalni był już zastawiony po brzegi, a stygnące jedzenie tylko czekało, aż ktoś je połknie. Prawie wszyscy siedzieli już przy stole, brakowało chyba tylko dwóch chłopaków. Instynktownie podszedłem do pustego krzesła między Lay’em a Suho i zająłem moje standardowe miejsce. Minutę później dołączyli do nas Baekhyun i Chanyeol, którzy zdyszani wbiegli do jadalni ledwo zatrzymując się przed stołem. Ukłonili się delikatnie i przeprosili za spóźnienie, tłumacząc się ‘prywatnymi sprawami’. Zajęli miejsce przy stole i wszyscy razem zaczęliśmy najważniejszy posiłek dnia. Katem oka spojrzałem na Krisa, który siedział zaraz obok Suho. Wychyliłem się lekko, nie chcąc patrzeć Krisowi w oczy, ale na moje nieszczęście nie udało mi się ominąć źrenic Ben Bena. Starszy uśmiechnął się urokliwie i powrócił do jedzenia, podczas gdy ja czułem, że nic w siebie nie wcisnę, zastanawiając się, jak można mieć takiego pecha.
- Czemu musiał się patrzeć akurat na mnie? I jeszcze ten uśmiech… Uhh, to mnie kiedyś wykończy. Ale jak coś z tym zrobię to będzie jeszcze gorzej. Skończą się wspólne wypady na miasto, nie będzie mnie już tak czule przytulał… a przecież on kocha mnie przytulać, zawsze to powtarza.
Przypomniałem sobie to przyjemne uczucie wypełniające moje ciało za każdym razem, kiedy Kris mnie obejmował. Uśmiechnąłem się pod nosem i w lepszym humorze powróciłem do wewnętrznego monologu.
- W sumie to dziś ma już dobry humor… I właściwie, skoro naprawdę o mnie fantazjował, może nie miałby nic przeciwko…
- Nie jesz?
Głos Suho przerwał mi mój trwający prawie całe śniadanie wywód.
- Nie, już jadłem.
Uśmiechnąłem się serdecznie i podałem Suho lśniąco biały, czyściutki talerz. W tym momencie zorientowałem się, że wyraźnie widać ile zjadłem, a Kim patrzył na mnie podejrzliwie, uśmiechając się lekko.
- Dbaj bardziej o siebie. Musisz cos jeść.
Kiwnąłem głową dziękując za radę i wstałem od stołu. Wytwórnia dała nam dziś dzień wolny, wiec planowałem szybko udać się do pokoju i przeczytać kilka fanficków (taorisów xD) na stronach fanowskich, tak dla rozładowania emocji.
- Ej, Tao.
Usłyszałem zza pleców męski głos, który kilka godzin temu seksownie wyszeptał moje imię. Wiedziałem, że bieg do pokoju nie ma teraz sensu, więc odwróciłem się niepewnie i spojrzałem na stojącego blisko mnie Krisa.
- Wiesz, może wybralibyśmy się dziś na buble tea? Widziałem, że nie zjadłeś zbyt wiele…
- Jasne, popytam chłopaków i możemy się wybrać większą grupą.
Przerwałem Krisowi, który popatrzył na mnie ciekawskim wzrokiem i chwycił mnie za rękę.
- Miałem na myśli tylko naszą dwójkę.
Trzymał mocno mój nadgarstek, jakby bał się, że zaraz ucieknę. W sumie to miałem ochotę uciec. Wodziłem oczami po całym pomieszczeniu byle nie patrzeć na niego i szukałem jakiejś sensowniej wymówki.
- Co jest? Spójrz mi w oczy, Zitao.
Znów to powiedział. Moje imię przywołało wciąż świeże wspomnienie jęczącego Ben Bena, dzięki czemu moja twarz zmieniła kolor na czerwony.
- Źle się czuję, a skoro mamy dzień wolny nie zamierzam nigdzie dziś wychodzić. Proszę, odpuść.
Chciałem zabrzmieć stanowczo i chyba mi się udało, bo Kris wyglądał na naprawdę zdezorientowanego. Zawsze robiliśmy, co on chciał, ale to nie był problem, uwielbiałem to. Uwielbiałem to, jaki był stanowczy i konsekwentny, a przy tym opiekuńczy i troskliwy. Ale teraz bałem się przebywać z nim sam na sam. Chciałem jeszcze trochę pomyśleć, a ten dzień wolny idealnie mi pasował. Wyrwałem swoją rękę z uścisku Krisa, który wciąż patrzył mi w oczy.
- Zobaczymy się wieczorem.
Uśmiechnąłem się lekko, ale mój lider nie odwzajemnił tego uśmiechu. Stał tylko wyprostowany i patrzył na mnie tym swoim wzrokiem. Czułem, że na mnie spogląda, ale zebrałem w sobie wszystkie siły i odwróciłem się na pięcie. Ruszyłem w stronę pokoju i pomimo tego, że byłem odwrócony plecami, wiedziałem, że Kris nie ruszył się z miejsca, dalej tam stał.
                        Miałem plan. Leżąc przez sześć godzin w łóżku nawet idiota by coś wymyślił. Stwierdziłem, że musze mu dziś wszystko powiedzieć, bo inaczej zwariuje. Kris i tak chyba zaczął coś podejrzewać, więc nie miałem wyboru. Przez cały dzień, gdy ja leżałem bez ruchu na łóżku, inni członkowie nie marnowali czasu. Lay co jakiś czas wpadał do pokoju sprawdzić czy żyje, wspominał też, co robią pozostali. Kilku chłopaków poszło poćwiczyć sporty, poruszać się. Oczywiście szło się domyślić, że Kris, jako największy leń zostanie w dormie i będzie relaksował się na kanapie w salonie. Chyba popsułem mu trochę humor. I właśnie dlatego muszę mu o wszystkim powiedzieć, tak będzie lepiej. Przynajmniej ruszę z miejsca. Jak mnie znienawidzi to będę musiał jakoś żyć dalej, a jak się uda… wtedy będę najszczęśliwszą osobą na świecie. Wyobraziłem sobie Krisa, przypierającego mnie do ściany, trzymającego jedną rękę na moim biodrze, drugą wodzącego po moich włosach, dotykającego swoimi ustami moich…
                        Powoli podniosłem się z łóżka, przecierając oczy. W pokoju było całkiem ciemno, musiałem spać naprawdę długo. Lay leżał na swoim łóżku i smacznie spał, więc musiało być późno. Zerwałem się gwałtownie i stanąłem na równe nogi. Wszystko miałem tak pięknie zaplanowane, ale oczywiście musiałem sobie zaspać. Choć…może nie wszystko jeszcze stracone. Najciszej jak tylko mogłem starałem się wyjść z pokoju i stanąć pod drzwiami Krisa. Oparłem się o drewnianą framugę i starając się nie obudzić śpiących kolegów, wsunąłem głowę do pokoju Wu Fana. Na szczęście, chłopak jeszcze nie spał. Siedział w takiej samej pozycji jak wczoraj, a jego ręka ruszała się równie intensywnie. Zacisnąłem pięści i powtarzałem sobie w myślach jedno zdanie jak mantrę.
- Teraz albo nigdy.
Poczułem nagły przypływ pewności siebie, spowodowany tłumionymi jękami Krisa. Postanowiłem to wykorzystać i pewnym krokiem podszedłem do siedzącego tyłem kolegi.
- Może pomóc?
Nachyliłem się nad starszym i chwyciłem pewnie jego prawą rękę.
- Długo kazałeś mi na siebie czekać.
Zaskoczony i zdezorientowany spojrzałem na uśmiechającego się właśnie Krisa. Bez zastanowienia obróciłem fotel starszego, siadając mu na kolanach i kładąc rękę na jego szyi. Agresywnie połączyłem nasze usta, co było bardziej przyjemne niż mogłem sobie wyobrazić. Ku mojemu zaskoczeniu, Kris wcale nie protestował. Poddawał się każdemu mojemu ruchowi, pozwalając mi na dokładnie zwiedzenie wnętrza swoich ust. Oderwałem się od niego na chwilę i teraz bez problemu spojrzałem mu prosto w oczy.
- No nareszcie.
Męski głos zmiękczył mi całkowicie serce. Kris uśmiechnął się pewnie i chwycił mocno moje uda, unosząc mnie lekko. Wstał z fotela i wciąż trzymając mnie na rękach, przeszedł kilka kroków w stronę łóżka.
- Masz ochotę na dziką zabawę?
Wu Fan upuścił mnie na miękki materac i, nie czekając na moja odpowiedź, dosłownie zdarł ze mnie koszulę. Nawet w najskrytszych fantazjach nie wyobrażałem sobie, że Krisus potrafi być taki drapieżny. Agresywnie zaczął całować moje ciało, wywołując u mnie dreszcz podniecenia i przyspieszając bicie serca. Jego dłonie coraz mocniej zaciskały się na moich plecach, które wyginały się bardziej. Kris mocno złapał mój nadgarstek, próbując ułożyć moje ręce nad głową.
- Tak się nie będziemy bawić.
Uśmiechnąłem się seksownie i oplotłem swoje nogi wokół bioder starszego, jednych ruchem zamieniając nas miejscami. Siedziałem okrakiem na chłopaku, który patrzył na mnie z pożądaniem, którego nie widziałem jeszcze u nikogo. Powoli ułożyłem swoje dłonie na jego brzuchu i zacząłem podciągać koszulkę coraz wyżej, celowo kilka razy zahaczając o jego sutki. Kris jęknął cicho z rozkoszy, przygryzając dolną wargę. Kiedy już całkiem pozbyłem się jego górnej części garderoby, nachyliłem się i delikatnie pocałowałem jego obojczyk.
- Chcesz mnie?
Uśmiechnąłem się i znów zamieniłem się miejscami w Krisem, który teraz był już całkowicie nagi. Zdziwiło mi, jak szybko był w stanie pozbyć się własnych spodni. Z moimi tez poszło mu całkiem sprawnie.
- Jesteś gotowy?
- Dla Ciebie zawsze.
Leżałem na brzuchu i czekałem, aż Kris włoży we mnie swojego członka. Najpierw trochę niepewnie, przyprawiając mnie o gęsią skórkę. Wchodził coraz głębiej, pobudzając do działania wszystkie moje mięśnie. Dosłownie wszystkie. Rozkoszne mrowienie przechodziło po całym moim ciele, zmuszając mnie do zaciskania dłoni w pięści, podczas tłumienia jęków. Kiedy poczułem, że Kris wszedł we mnie do końca, przestałem powstrzymywać jęki i nie obchodziło mnie już to, że obudzę pół dormu. Starszy coraz szybciej pchał biodrami w moim kierunku, napędzając tym samym całe ciało. Poruszaliśmy się w jednym rytmie, a Kris narzucał coraz szybsze tempo. Czułem się jak jego podwładny, ale serio, kto nie chciałby takiego pana? Zawładnął moim ciałem, nie zostawiając mi nawet chwili na złapanie oddechu. Oczekiwał ode mnie dużo wysiłku, a ja za wszelką cenę starłem się spełnić jego oczekiwania, które z minuty na minutę stawały się większe. Ręce Krisa zawędrowały blisko mojego nabrzmiałego penisa, obejmując go delikatnie, aczkolwiek stanowczo. Doprowadzał mnie do szaleństwa, jednocześnie sprawiając mi tyle przyjemności, jak nikt inny.
- Ah, Zitao…
Um, znów to zrobił. W momencie, kiedy Kris tak rozkosznie wyszeptał moje imię, poczułem jak obaj dochodzimy. Ja w rękach Krisa, a on we mnie. Wu Fan powoli wysunął się z mojego wnętrza, przesuwając swoje dłonie na moje biodra. Ostrożnie położył się obok mnie, otulając mnie najpierw swoim ramieniem, a później całym ciałem. Dalej czując to uniesienie, odchyliłem lekko głowę i ucałowałem Krisa delikatnie.
- Śpij, Tao. Musisz się wyspać, jutro już nie mamy dnia wolnego.
- Dziękuję. Ja…
- Kocham Cię, Zitao.
Moje imię wyszeptane przez najcudowniejszego chłopaka na świecie prawie mnie wzruszyło. Przymrużyłem oczy i, wtulając się nagrzane ciało Krisa, starałem się zasnąć.
- Co teraz zrobimy?
- Jak to co? Pójdziemy na to buble tea.
Po tych słowach wiedziałem, że nie musze już o niczym myśleć. Po prostu beztrosko zasnąłem.
 
PIK PIK PIK ***TU TAO. NIE MOGĘ TERAZ ODEBRAĆ TELEFONU, BO JESTEM NA BUBBLE TEA Z MOIM CHLOPAKIEM, KRISEM. ZOSTAW WIADOMOŚĆ. JAK BĘDĘ MIAŁ CZAS TO ODDZWONIĘ*** PIK PIK PIK
 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 
 
Dziękuję za czyatnie.
Hwaiting ~

czwartek, 1 sierpnia 2013

Himchan x Zelo /B.A.P/

Jest strasznie. Ciągle tylko zbieram nowe pomysły i wymyślam fabułę, a nic nie pisze, za co jestem na siebie bardzo zły. n.n Wszystko miało być dobrze i takiej myśli się trzymałem, ale nie mogę wiecznie zasłaniać się nadzieją. Nieważne, wcale nie o to chodzi, po prostu szukam wymówki. Zawsze wygodniej jest zwalić winę na innych niż samemu przyznać się do błędu, prawda? *nieistotne* To chyba moje pierwsze opowiadanie. Odkopałem gdzieś na dysku i od razu zrobiło mi się przyjemniej. Wtedy próbowałem jeszcze róznych sposobów pisania, co sprawiało mi nie małą frajdę. Cóż, miłego czytania~

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




                 Himchan siedzi sam na kanapie i patrzy w telewizor, ale niespecjalnie rejestruje obrazy się w nim przewijające. Wstaje powoli i luźnym krokiem idzie do kuchni. Nie jest głodny, ale z nudów mógłby coś zjeść. Pozostali współlokatorzy gdzieś wybili, zostawiając go skazanego na oglądanie idiotycznych seriali. Nagle spogląda w stronę telefonu, który zaczyna wibrować. Na głos czyta imię dzwoniącego: Junhong.


- Co tam porabiasz, staruszku? – chłopak wita się radośnie.


- A nic, w sumie to się nudzę – w głosie Himchana wyraźnie słychać znudzenie, choć cieszy się, że to właśnie Zelo do niego dzwoni.


- Ja też.


- Co, zostałeś sam w domu? – starszy ma nadzieję, że odpowiedź będzie twierdząca.


- No, wszyscy poszli na miasto, a mnie zostawili, że niby za młody jestem czy coś… - z tonu głosu Zelo można wyczytać poirytowanie.


- U mnie też nikogo nie ma, siedzę i nic nie robię. – Himchan mówi przeciągle, jedną ręką mieszając coś w garczku stojącym na gazie.


- Obaj jesteśmy sami, a ja tak się boję pustego domu… - młodszy stara się coś lekko zasugerować.


- Ehh..może mógłbym zrobić coś, żeby poprawić Ci humor? – brunet z łatwością poddaje się sugestii, ciesząc się, że wyszło w miarę naturalnie.


- Mam ochotę na loda. – Zelo stwierdza stanowczo.


- Przepraszam, chyba muszę już kończyć…- Himchan czuje się trochę zmieszany bezpośredniością chłopaka.


- Himchan? Takiego na patyku.


- Wiesz, właśnie miałem oglądać jakiś film, może wpadniesz? – Himchan uśmiecha się pod nosem i analizuje swoją reakcje na słowo ‘lód’.


- Chętnie, ale innym razem. Dziś jestem zajęty.


- Przecież dopiero narzekałeś…- Himchan przerywa, słysząc pukanie do drzwi.


- Puk, puk, puk!


Zelo uśmiecha się radośnie, stojąc przed drzwiami Himchana z telefonem w ręce.


- Dobrze Cię widzieć, tego się nie spodziewałem. – z uśmiechem zaprasza blondyna do środka, machając przy tym do gościa.


Przyjaciele przytulają się na powitanie i idą do sypialni Himchana.


Junhong siada na łóżku bruneta i patrzy na niego wielkimi oczami.


- Masz może jakiś kocyk? – wydyma policzki jak małe dziecko.


- Ktoś powinien taki mieć.  -  Himchan grzebie w szafie współlokatora i podaje młodszemu kocyk, siadając obok niego na kanapie. – lubisz kocyki?


- Sa takie mięciutkie, puszyste i ciepłe, są jak…- Zelo przykłada dłoń do policzka Himchana i patrzy mu w oczy – Są jak Ty.


Speszony Himchan odsuwa się od blondyna.


- Jak ja? No przestań…


- Są tak samo mało męskie jak Ty. – młodszy nachyla się nad Himchanem i puszcza do niego oczko, uśmiechając się uroczo.


Kim zaciska zęby i próbuje zamachnąć się ręką, jakby chciał odepchnąć Zelo, jednak blondyn chwyta go za rękę i przysuwa się bliżej.


- To co oglądamy? – uśmiecha się serdecznie.


Himchan wystawa koledze język i krzyżuje ręce na klatce piersiowej.


- Tam leży kilka filmów, wybierz coś.


- A co jeśli chciałbym wziąć coś, czego nie ma na liście? – Zelo przygryza dolną wargę i patrzy apetycznie na Himchana, który ze wszystkich sił stara się nie dać sprowokować.


- Co np.? – zbiera w sobie wszystkie siły, byle tylko oprzeć się urokowi Junhong’a, który cieszy się, widząc zakłopotanie starszego.


- Ciebie, Channie. – przybliża się do bruneta i delikatnie go całuje, patrząc mu w oczy.


Himchan zamiast cieszyć się chwilą, myśli, co powiedzieliby jego znajomi, gdyby ich zobaczyli. Patrzy w oczy Zelo, próbując odczytać jego prawdziwe intencje.


- Channie, kocham Cię. – z nieuzasadniona pewnością siebie puszcza oczko do zaskoczonego Himchana, który nie może uwierzyć w swoje szczęście.







- Udowodnij – patrzy rozmarzonymi oczami na Zelo, który zaczyna całować go ponownie, tym razem intensywniej i mniej delikatnie.


Himchan czuje, że usta mu puchną, jednak wpuszcza język blondyna do buzi, pozwalając mu na więcej.  Zelo energicznymi ruchami bada wnętrze jego ust, pieszcząc każdą ich cześć, co wywołuje u Himchana ciche jęki, które trafiają wprost do ust przyjaciela.


- Ahhh…- Himchan wsuwa swoja dłoń pod koszulkę Zelo, odsłaniając jego delikatną, wręcz dziewczęcą skórę.


- Him…Tak bardzo Cię pragnę. – zaczyna całować Kima po szyi, co jakiś czas przygryzając jego skórę.


- Mmmmm… ohh. – Himchan zaciska zęby, żeby nie jęczeć głośniej.


Zachęcony jękami blondyn schodzi niżej, zaczyna powoli i niepewnie rozpinać pasek od spodni Himchana. Starszy uśmiecha się pod nosem, widząc nieporadność Zelo. Odsuwa rękę Junhonga  od swoich spodni i przewraca ich tak, że teraz to on jest na górze.


- Kocham Cię, Zelo. – nachyla się nad blondynem i dmucha gorącym powietrzem w okolice jego ucha. Zachęcony ruchem bioder młodszego, pociera swoim kroczem o jego męskość.


- Nie wyobrażasz sobie, jak długo na to czekałem. – ściąga z Himchana koszulkę i podziwia jego piękne ciało, wodząc rękami po brzuchu i plecach. Kim zaczyna pieścić sutki Zelo, liżąc je i ssąc. Powoli zatacza wokół nich kółka, co powoduje wygięcie się pleców blondyna w łuk.


- Himchan…ouu..tak.- uśmiecha się rozkosznie do leżącego na nim przyjaciela. 


Brunet odwzajemnia uśmiech jak najbardziej szczerze, czując, że w jego spodniach robi się naprawdę ciasno.


- Himchan? Czy to będzie twój pierwszy raz? – w oczach Zelo widać nutkę podniecenia.


- Nadal masz ochotę na loda, mały? – Himchan uśmiecha się szarmancko, przez co Zelo myśli, że wygląda teraz niezwykle apetycznie.


- Hah. – uśmiecha się i wyciąga obie ręce za głowę, dając Himchanowi czas na popisy.


Brunet ochoczo rozpina spodnie Zelo  i sięga ręką po jego męskość. Junhong powstrzymuje się od jęków i przygryza sobie wargę, czując jak fala rozkoszy zalewa jego ciało. Himchan powoli liże blondyna po podbrzuszu, wywołując u niego przyjemne dreszcze. Pomimo odczuwanej rozkoszy, Zelo przytomnieje na chwilę, czując zapach spalenizny.


- Him? Coś się pali?


Himchan odrywa się na chwilę od przyrodzenia Junhong’a.


- Co do…- zrywa się z łóżka i biegnie w stronę kuchni. – Kurwa mać!


Zelo zakłada koszulkę i w drodze do kuchni zapina spodnie.


- Co się stało?


- Zanim przyszedłeś, gotowałem sobie coś na kolację. – macha ręcznikiem nad palącym się garczkiem.


- Umm, sorki za kłopot, nie chciałem. – Zelo drapie się po głowie i robi czerwony na twarzy. Czuje się trochę głupio z powodu spalonego jedzenia.


- Nie wygłupiaj się, to nie przez Ciebie. – Himchan uśmiecha się szeroko. – Dziękuję, że przyszedłeś. Podobasz mi się od czasu naszego pierwszego spotkania i wiesz, pewnie jeszcze długo nic bym Ci nie powiedział, bo bałbym się, że…


Zelo podchodzi do gaszącego ogień bruneta i przytula go od tyłu.


- Chodźmy już do twojego pokoju, ok.? – blondyn odwraca Himchana w swoją stronę i całuje go delikatnie, patrząc mu w oczy.


- Następnym razem mogę ci coś ugotować. – starszy obejmuje Zelo ramieniem, nadal trzymając go blisko siebie.


- Ok., postaram się nie rozpraszać cię za bardzo, tak żebyś nic nie przypalił. – Junhong uśmiecha się uroczo, dzięki czemu na twarzy Himchana tez pojawia się uśmiech. Chwyta przyjaciela za rękę i ciągnie do swojej sypialni.


Tuz przed drzwiami do własnego pokoju, Himchan popycha agresywnie młodszego w stronę ściany, przyciskając go całym swoim ciałem. Zdezorientowany Zelo patrzy wielkimi oczami na swojego hyunga, który, nie mówiąc słowa, całuje go, co jakiś czas przygryzając jego język. Gładzi po plecach młodszego, rozkoszując się skórą, która jest wręcz stworzona do podziwiania. Junhong oplata ręce wokół szyi Himchana, mimowolnie wbijając paznokcie w kark starszego, który z każdym doświadczeniem robi się coraz bardziej napalony.


- Hi-Him…uwielbiam, kiedy jesteś taki brutalny. – Zelo znajduje siły by wyjęczeć cokolwiek, a jego zmęczone ciągłym wysiłkiem usta powoli zaczynają słabnąć.


- Nie widziałeś jeszcze najlepszego. – Himchan uśmiecha się z zadowolenia i jedna ręką przytrzymuje kark blondyna. Druga ręką otwiera drzwi sypialni i wpuszcza Zelo do środka. Sam wchodzi tam pewnym krokiem, zatrzaskując drzwi energicznie.


Już po kilku minutach z sypialni Himchana słychać donośnie jęki, wydawane w regularnych odstępach czasu. Na zmianę w powietrze wyrzucane jest imię Himchan albo Junhong. Łóżko kołysze się w intensywnym tempie, wydając z siebie charakterystyczny dźwięk, co wyraźnie słychać w całym mieszkaniu. Pewnie słychać to też w całym budynku. 








 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Dziękuję za czytanie.
Hwaiting ~

czwartek, 18 lipca 2013

Sundo x Kyoung cz.3

Hej :) Słoneczko w pełni, a ja nic nie robię. Nie mogę już patrzeć na swoje odbicie w lustrze, mam dość samego siebie. Trochę mi smutno, bo dalej mało osób czyta mojego bloga (o ile wgl ktoś czyta), ale trudno, takie życie. Chciałbym, żeby to się zmieniło i mam nadzieje, że mi się uda. To chyba moje ulubione opowiadanie.  Miłego czytania~



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




- Tam… Sundo…
Uśmiechnąłem się i już wiedziałem, co mam zrobić. Z każdym pchnięciem biodrami czułem fale gorąca, rozlewającą się po całym ciele. Kiedy już miałem własnoręcznie zająć się spodniami Kyounga, poczułem na lewym udzie wibracje, a nie był to wibrator ani inna zabawka, którą moglibyśmy przyjemnie wykorzystać. Zignorowałem to, lecz telefon nie przestawał dzwonić, więc ze zrezygnowaną miną spojrzałem na młodszego i przestałem się o niego ocierać. Odebrałem i usłyszałem w słuchawce bardzo dobrze mi znany głos Guna.
- Szefie? Wszystko ok? Nie przyszedłeś do nas wczoraj, nie byłeś dziś w szkole, a teraz jesteś gdzieś poza domem… Martwimy się.
Mój najlepszy przyjaciel czekał, aż coś odpowiem, a ja starałem się uspokoić oddech, by nie było w nim słychać podniecenia.
- A no tak, wiesz, miałem trochę roboty…
Zacząłem, powoli wstając z Kyounga, który zrobił kwaśną minę. Nadmuchał policzki z niezadowolenia i patrzył na mnie z dołu, mając jednak nadzieję, że dokończymy to, co zaczęliśmy.
- Jak to jesteście pod moimi drzwiami? Ehhh…Dobra, przepraszam, będę za minutę.
Dokończyłem szybko rozmowę i odłożyłem słuchawkę, spoglądając przepraszająco na młodszego, który wyglądał na prawie obrażonego.
- Nie gniewaj się, ale muszę już iść.
Przykucnąłem przy Kyoungu i położyłem mu dłoń na policzku. Spojrzał na mnie z pogardą, ale wiedziałem, że nie będzie zły.
- Dokończymy innym razem.
Uśmiechnąłem się i pocałowałem go na pożegnanie, tym razem krótko, bo wiem, że mógłbym się od niego już nie oderwać.
- Trzymam Cię za słowo.
Kyoung uśmiechnął się urokliwie, dzięki czemu wiedziałem, że będę musiał dotrzymać obietnicy. Wyszedłem z łazienki, dopinając guziki od koszuli, a kłęby dymu sprawiły, że lekko się zachwiałem. Z trudem trafiłem do wyjścia, kierując się w jedyną stronę skąd dochodziło świeże powietrze. Po wyjściu na zewnątrz, odetchnąłem z ulgą i ruszyłem truchtem w stronę domu. Bieg dobrze mi zrobił, trochę oprzytomniałem i ‘przetrawiłem’ zaistniałą sytuację. Chyba pogodziłem się z faktem, że byłem zakochany w Kyoungu. Sam oswoiłem się z tą myślą, lecz nie wyobrażam sobie tego, jak miałbym o tym powiedzieć chłopakom. Chyba by mnie powiesili. Przecież to oznaczało tylko moją słabość, ktoś taki jak ja nie może być zakochany, a już zwłaszcza nie w chłopaku. Przez krótką chwilę zastanawiałem się, czy im o tym powiedzieć, ale gdy wyobraziłem sobie ich reakcję, szybko zrezygnowałem z tego pomysłu. Nie byli jeszcze na to gotowi. Ja nie byłem na to gotowy. Stanąłem przed wejściem do mojego budynku i zastanowiłem się nad jakąś wymówką.
- Trudno, wymyślę coś na poczekaniu.
Pomyślałem i pchnąłem drzwi prowadzące na klatkę schodową. Przed moim mieszkaniem zgromadziła się pokaźna grupka kolesi. Uśmiechnąłem się do nich przepraszająco i spojrzałem na Guna. Na szczęście, o nic nie pytali. Za taką wyrozumiałość ich uwielbiałem. Pewnie podszedłem do kumpli i objąłem Guna ramieniem.
- Wiem, przepraszam. Postaram się wynagrodzić wam wczorajszy wieczór.
Zaprosiłem gestem do mieszkania uśmiechających się teraz radośnie przyjaciół. Gun Uśmiechnął się do mnie na znak, że się nie gniewa, ale ten uśmiech wydał mi się lekko wymuszony. Coś musiało być nie tak. Zamknąłem drzwi wejściowe i rozejrzałem się po wysprzątanym mieszkaniu.
- Rozgośćcie się, cały dzień dziś sprzątałem.
Kiwnąłem głową do drużyny i ruszyłem w stronę barku, z którego wyciągnąłem spora butelkę pełną naszego ulubionego trunku. Tak jak przypuszczałem, chłopaki wcale nie zamierzali wyjść przed północą, a już na pewno nie chcieli wyjść trzeźwi. Drzwiczki od barku nie zamykały się aż do rana.
            Woda powoli kapała z niedokręconego kranu. Tętniące życiem miasto szumiało za oknem, co jakiś czas zaburzając harmonię jakąś karetką na sygnale albo klaksonem. Ktoś ciężki nadepnął mi na stopę, co wywołało u mnie grymas niezadowolenia i ciche jęknięcie. Chciałem podnieść głowię i zobaczyć, kto to był, ale moje ciało wydawało mi się takie ciężkie, że nie byłem w stanie. Podparłem się łokciami o blat stolika, na którym właśnie leżało górne pół mojego ciała. Druga połowa opadała luźno na podłogę w salonie, gdzie panował teraz straszny syf. Stopa bolała mnie coraz bardziej, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Rozejrzałem się do dookoła. Zaraz obok mnie leżał Gun, zalany w trzy dupy. Ślina kapała mu z prawego kącika ust. Powoli postawiłem się do pionu, uważając na bolącą stopę. Salon wypełniała woń alkoholu i spoconych kolesi. Dowlokłem się do kuchni, omijając leżących wszędzie chłopaków. Przemyłem twarz wodą i spojrzałem na nadal śpiącego Guna. Jemu musiałem opowiedzieć o zajściach ostatnich dni. Tylko kiedy i jak?
- Martwił się, ciągle mówił tylko o Tobie.
Ktoś odezwał się zza kanapy, ale nie wyłapałem  kto to był. Spuściłem głowę. Gun był przy mnie zawsze i mówił mi o wszystkim. Nie mógłbym go okłamać.
- Wiem.
Odpowiedziałem szybko, aby nawet nie zaczynać rozmowy, bo chłopaki zaczęli się właśnie przebudzać. Wstawali powoli, jeden po drugim, i spokojnie próbowali poznajdywać wszystkie swoje rzeczy.  Spora cześć pożegnała się ze mną i chwiejnym krokiem ruszyła w kierunku drzwi, obijając się przy tym o wszystkie możliwe ściany. Przez chwilę rozważałem możliwość odprowadzenia ich do domów, lecz moje lenistwo zwyciężyło i usiadłem sobie wygodnie na kuchennym krześle. Stopa bolała już mniej, ale nie chciałem jej nadwyrężać. Co jakiś czas ktoś wychodził, aż spora grupa zmniejszyła się do grona dwóch osób, czyli mnie i Guna. Mógł spać całymi dniami i nic nie było w stanie go wybudzić, szczególnie po alkoholu. Nie przejmując się zapachem spirytusu, wziąłem nieprzytomnego Guna na ręce i zaniosłem do swojego łóżka. Sam postanowiłem zabrać się za sprzątanie. Znowu. Wskoczyłem pod prysznic , co zdecydowanie poprawiło mi nastrój. Od razu poczułem się lepiej, tak świeżo. Wyszedłem z łazienki w samych spodniach i zacząłem zbierać szklane butelki z podłogi w salonie. Czułem, że szybko się z tym nie uwinę. Żeby nie przeszkadzać Gunowi, starałem się w miarę nie porozbijać butelek, choć bez tego się nie obyło. Po kilku godzinach sprzątania byłem utyrany bardziej niż ostatnio. Wyniosłem worki z butelkami do pojemnika na szkło (ekologicznie), a korzystając już z okazji bycia na zewnątrz, zrobiłem małe zakupy w osiedlowym sklepiku. Chłopaki wyżarli mi wczoraj prawie całe jedzenie. Gdy wróciłem do domu, Gun dalej spał. W dodatku chrapał. Nie przeszkadzał mi, to było nawet w pewnym sensie urocze. Uśmiechnąłem się słysząc nosowy dźwięk, wydobywający się z przyjaciela.
Usiadłem na kanapie, żeby dać trochę wytchnienia mojej stopie, która owinąłem bandażem elastycznym. Odchyliłem głowę do tyłu i westchnąłem ciężko.
- Taki jesteś zmęczony? Ja mam mnóstwo energii.
Gun stał w wejściu do salonu i uśmiechał się szeroko.
- Gdybym spał tyle co Ty, tez bym tryskał energią, cioto.
Uśmiechnąłem się do Guna, który właśnie szedł w stronę kuchni, wystawiając mi język.
- Zrób śniadanie.
Machnąłem do Guna ręką, nawet nie odwracając się w jego stronę.
- Khh…
Prychnął Gun, ale i tak posłusznie zrobił mi jajecznice. Obaj zjedliśmy w ciszy, a ja wiedziałem, że będę musiał się odezwać. Ku mojemu zaskoczeniu, to Gun zaczął pierwszy rozmowę.
- Wiesz, Sundo, jeśli nie chcesz mówić co się dzieje to nie mów, ale strasznie widać, że coś jest nie tak.
- Pamiętasz tego pierwszaka z Black Tiger?
- Tego, który Cie uderzył? Wiedziałem, że to o niego chodzi. Co, dokopałeś mu wtedy?    Byłem pewien, że nie pozwolisz tak siebie traktować.
Gun patrzył na mnie spokojnie. Teraz to zupełnie zbił mnie z tropu, ale już podjąłem decyzję o powiedzeniu mu prawdy.
- Nie do końca…
Podrapałem się po karku.
- No? Co z nim?
Pomyślałem, że po prostu to powiem.
- On.. i ja… tak jakby…ten Kyoung… wiesz… mi się...
Teraz to Gun zupełnie nie wiedział do czego zmierzam.
- Sundo, co zamierzasz mi powiedzieć?
Uniósł podejrzliwie jedną brew, co zawsze wywoływało u mnie śmiech.
- Dobra, ja po prostu jestem gejem.
Poczułem się jakbym zrzucił jakiś ogromny ciężar. Od razu zrobiło mi się lżej na duchu, ale moją przyjemność zepsuł Gun, opluwając mnie sokiem, który właśnie pił.
- Chyba sobie jaja robisz.
Uśmiechnąłem się szeroko i pokiwałem głową na znak, że to nie żart, choć trochę bałem się tego, co zaraz usłyszę. Gun wstał i powolnie usiadł obok mnie.
- Więc Ty… i ten Kyoung… hmmm… to jak… nie boli Cie dupa?
Mój najlepszy przyjaciel zaczął się śmiać pod nosem.
- Jesteś świnią, wiesz?
Uderzyłem Guna łokciem w brzuch, a ten tylko zachichotał.
- Nie, poza tym to nie ja jestem tym pasywnym.
Powiedziałem dumnie, teatralnie wypinając pierś do przodu. Obaj zaczęliśmy się śmiać. Gun poklepał mnie po ramieniu i wstał od stołu.
- Skoro masz tego Kyounga, nie muszę czuć się zagrożony.
Ten zboczeniec puścił do mnie zaczepne oczko, ubierając swoja skórzaną kurtkę.
- Kijem bym Cię nie tknął, cioto.
Uśmiechnąłem się i wstałem, żeby przytulic go na pożegnanie.
- Spokojnie, wszystko będzie jak dawniej. Lecę już do domu. Nie musisz się o nic martwić, szefie.
Gun przybił mi piątkę i wyszedł. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem tak szczęśliwy. Niepotrzebnie obawiałem się jego reakcji. Powinienem wiedzieć, że nic nie jest w stanie rozwalić mojej przyjaźni z tą ciotą. Posprzątałem stół i ułożyłem się wygodnie na kanapie. Teraz w końcu mogłem bez stresu sobie odpocząć.
            Mój błogi odpoczynek trwał maksymalnie 15 minut, bo ktoś bardzo nachalnie zaczął dobijać się do drzwi.
- Znowu Gun o czymś zapomniał. Ja go kiedyś normalnie zabije.
Marudziłem pod nosem, wstając powoli z wygodnej kanapy.
- Czego zapomniałeś, cioto?
Otworzyłem drzwi z impetem i ku mojemu zdziwieniu, wcale nie stał tam Gun.
- Miło witasz gości, nie zaprzeczę.
Kyoung uśmiechnął się szarmancko i wszedł do środka bez pytania.
- Z jakiej okazji wchodzisz mi do domu bez pozwolenia? W ogóle skąd wiesz gdzie mieszkam?
Zszokowany obecnością chłopaka, próbowałem się czegoś dowiedzieć.
- Kiedy zostawiłeś mnie samego w łazience…
Rzucił mi pełne wyrzutów spojrzenie, co ruszyło moje sumienie i zrobiło mi się trochę głupio.
- Kiedy wychodziłeś, wypadł Ci portfel. Nawet nie zauważyłeś, a masz tam wszystkie dokumenty.
Kyoung dokończył zdanie i pomachał mi przed nosem moim portfelem, odkładając go na stół.
- O, rzeczywiście.
Spojrzałem zdziwiony na portfel, leżący teraz na stole. Zupełnie na zauważyłem, że przez ostatni wieczór nie miałem przy sobie dokumentów.
- Chung Sundo, urodzony 15 października w Incheon, 178 cm wzrostu, 70 kg, kolor oczu: niebieski, kolor włosów…
Kyoung rozsiadł się na kanapie, wyczytując z dokumentów informacje na mój temat.
- Oddawaj to.
Wyrwałem mu z ręki plik dokumentów i schowałem do kieszeni. Zrobił znów obrażona minę i spojrzał na mnie jakby miał się zaraz rozpłakać. Poczochrałem jego włosy i usiadłem obok, obejmując go ramieniem. Spojrzałem na niego, starając się wyglądać najbardziej seksownie jak tylko potrafiłem.
- Chyba coś Ci obiecałem.
Zanim zdążyłem coś jeszcze dodać, usta Kyounga już znajdowały się na moich. Tym razem, bez zbędnych zabaw, od razu zdjąłem nam koszulki. Wziąłem młodszego na ręce i zaniosłem go do swojego pokoju.
- Czuję się jak księżniczka, hi hi.
Kyoung zachichotał, a ja tylko przewróciłem oczami. Rzuciłem go na łóżko i zacząłem agresywnie całować jego nagie ciało.
- Śmierdzi  spirytusem. Był tu ktoś inny?
Kyoung spojrzał na mnie podejrzliwie. Uśmiechnąłem się czarująco.
- Zazdrosny?
Nie czekając na odpowiedź, wpakowałem młodszemu język do ust, by jego też pobudzić do działania. Śmiało odpowiadał na moje pieszczoty, ale nie pozwalałem mu na przejęcie kontroli. Musiał wiedzieć, kto tu rządzi.  Kyoung wypychał biodra do góry mocnymi ruchami, co sprawiało mi spora przyjemność. Od razu odwrócił się na brzuch, dając mi znak. Nie sądziłem, że będziemy to robić tak szybko, ale nie przeszkadzało mi tempo naszej znajomości. Zdjąłem jego spodnie powoli, celowo dość długo bawiąc się przy rozpinaniu paska i gładząc rękami po jego męskości. Teraz dopiero dostrzegłem jak naprawdę piękne ciało ma Kyoung. Jego idealnie głodka skóra była wręcz stworzona do całowania. Nagi chłopak leżał przede mną, czekając na mój ruch. Swoich spodni pozbyłem się zdecydowanie szybciej. Siedziałem na łóżku obok leżącego na brzuchu chłopaka, sapiąc z podniecenia.  I obaj byliśmy nadzy. Jeszcze tydzień temu nie uwierzyłbym w coś takiego. Uśmiechnąłem się pod nosem i uniosłem rękę do ust, by poślinić dwa palce.
- Nie trzeba, zacznij już.
Kyoung wyszeptał, łapiąc płytki oddech. Chwyciłem biodra młodszego pewnie i ustawiłem swoje przyrodzeniu zaraz przy jego pośladkach. Zacząłem powoli w niego wchodzić, a Kyoung jęczał rozkosznie, przyprawiając mnie o dreszcze. Czułem jak jego mięśnie zaciskają się wokół mojego członka. Kiedy wszedłem w niego głęboko, młodszy krzyknął z przyjemności.
- Proszę… Sundo…
Poczułem, że dotykam jego prostaty. Pochyliłem się nad jego ciałem i , obejmując go, chwyciłem obiema rękami jego suki. Były już twarde, lecz zabawa nimi sprawiała obu przyjemność. Teraz ja jęczałem rozkosznie, czego się nie spodziewałem. Nie oczekiwałem, że seks z mężczyzna może być taki przyjemny.
- S-sundo, proszę… zaraz dojdę…
Kyoung nie mógł złapać oddechu, ruszając się w przód i tył w rytm moich bioder. Podkręciłem trochę tempo i kilkoma mocniejszymi pchnięciami doprowadziłem Kyounga do orgazmu, przez co ten poplamił mi koc, leżący na łóżku. Kilka ruchów później sam poczułem jak moja sperma rozlewa się we wnętrzu młodszego. Położyłem się obok zdyszanego Kyounga, samemu łapiąc oddech. Młodszy wtulił się we mnie, a mi nie pozostało nic innego, jak objąć go ramieniem i pocałować na dobranoc. Nim się zorientowałem, Kyoung już spał, przytulając się do mnie mocno.
- Codziennie przed snem mógłbym go oglądać.

Pomyślałem i sam szybko zasnąłem. Byłem najszczęśliwszym człowiekiem we wszechświecie. 





~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Jeśli ktoś to przeczytał, to bardzo dziękuje n.n
Hwaiting ~