środa, 25 grudnia 2013

Tao x Kris /Exo/ cz. II

Cześć ;p miało być przed świętami, wiem ;x niestety, mama zabrała mi laptopa na świeta, żebym niby spędzał czas z rodziną. wybaczcie, to była dla mnie męczarnia. odnośnie fick'a: jestem pewien, że popełniłem błąd robiąc ze wszystkich bohaterów chrześcijan, przepraszam, ale to na potrzeby opowiadania.
Mam nadzieje, że Wam się spodaba. Miłego czytania. Wesołych Świąt *-*

Take care ~



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



‘Tao, gdzie jesteś?’
‘Tam gdzie już Cię nie ma.’
‘Czyli gdzie?’
‘W moim świecie.’
‘Tao!’

-Dawno Cię nie widziałem. – chłopak nalał mi kilka centymetrów szkockiej, a sam odpalił cygaro.
- Tak, robię sobie małe wakacje.
- To jak długo sprawisz mi radość swoją obecnością?
- Może zostanę już na zawsze. – uśmiechnąłem się i wypiłem całą zawartość szklanki.
- Chyba nie mówisz poważnie?
- Nie cieszysz się?
Brunet uśmiechnął się do mnie i oparł się wygodniej o kanapę. Chyba nie chciał mówić nic więcej, zresztą i tak wiedziałem że się cieszy. Teoretycznie powinienem zostać teraz sam, a nie siedzieć w oddalonym o tysiące kilometrów od mojego domu pokoju na poddaszu.  Deszcz delikatnie stukał w okna, tworząc rozmaite melodie komponujące się z muzyką fortepianu w tle. Przyjaciel co jakiś czas odwracał wzrok od cygara i patrzył na mnie uważnie, jakby chciał odczytać prawdziwy cel mojej wizyty. Przysiadłem się bliżej niego. Ten fortepian naprawdę brzmiał pięknie. Brakowało tylko by osobą siedzącą obok był… Zamknąłem oczy czując, że zbliża się fala łez. Ku mojemu zdziwieniu, poczułem tylko wąski pasek ciepła na policzku, pozostały po rozgrzanej łzie. Delikatna kropelka spadła na rękaw mojej szarej bluzy, zostawiając widoczny ślad.
- Tao, nie zamierzam pytać dlaczego przyjechałeś. Bardzo mnie to cieszy. Jeśli to miejsce traktujesz jako świątynie, w której możesz się schować przed wszystkimi i uciec od problemów, to obiecuje, że będziesz tu spokojny.
Zrobiło mi się jakoś  lżej. Żałuję, że nie przyjechałem tu już kilka miesięcy wcześniej. Wstałem z kanapy i ukłoniłem się głęboko.
- Dziękuje. Pozwolisz, że pójdę już do swojego pokoju. Muszę odpocząć.
Xiang kiwnął na znak zgody i odpalił drugą fajkę. Spokojnie wyszedłem z pokoju, skręciłem w prawo i długim korytarzem poszedłem aż do końca, gdzie znajdowały się drzwi do mojej sypialni ze szkolnych czasów. Pokój prawie nic się nie zmienił. Był trochę bardziej zaniedbany, ale sam też nie często tu sprzątałem. Zdjąłem torbę z łóżka i położyłem ją przy drzwiach szafy. Nad łóżkiem zamontowana była drewniana półka, którą zrobiliśmy razem z Xiangiem, żebym mógł gdzieś składać ważne dla mnie rzeczy. Uśmiechnąłem się pod nosem  przypominając sobie jak podczas naszych zabaw w warsztacie Xiang walnął sobie młotkiem w palec, a robiąc krok w tył stanął nogą w wiadrze pełnym kleju. Dobre czasy. Przetarłem rękawem zakurzoną półkę i niepewnie chwyciłem ramkę ze zdjęciem, przysuwając ją bliżej twarzy. Stałem z Krisem przed wytwórnią, a on obejmował mnie ramieniem. Obaj szczerzyliśmy się jak idioci. Pamiętam dlaczego postawiłem tu to zdjęcie. Wtedy byliśmy trainee, to było zaraz po wstąpieniu do wytwórni. Był to okres, w którym co tydzień tu wracałem, nie mogąc odzwyczaić się od przebywania z innymi uczniami. Kris wtedy bardzo mi pomagał. Za każdym razem, kiedy miałem wracać do Korei, robiło mi się trochę smutno. Postawiłem tu to zdjęcie by pamiętać, że w Korei też mam do czego wracać. Do kogo. Zdjęcie sprzed kilku lat przywołało dość świeże wspomnienia.
- Muszę zapomnieć.
Odłożyłem ramkę zdjęciem do dołu i położyłem się na łóżku. Nie miałem nawet ochoty się rozpakowywać. Starałem się zasnąć, ale nie było to takie proste. Natłok myśli i ciągłe pytania, czy dobrze zrobiłem, nie dawały mi spokoju. To była długa noc. Tęskniłem.

‘Tao, jadę po Ciebie.’
‘Nie wiesz gdzie jestem.’
‘Sprawdzę wszystkie możliwe miejsca, choćbym miał szukać przez całe święta.’
‘Daj sobie spokój.’
‘Nie uciekaj przede mną. Prędzej czy później Cię znajdę.’

                Rano rozstanie z łóżkiem szło mi ciężej niż się tego spodziewałem. Obudziły mnie dźwięki dochodzące z sali treningowej, ale ze wszystkich sił starałem się zminimalizować ich działanie za pomocą poduszki przyciskanej do uszy. Nie udało się. Teraz wyraźnie poczułem, że od opuszczenia szkoły moja samodyscyplina i kontrola poważnie spadły. Wlepiłem wzrok w biały sufit, który kilka lat temu był pierwszą rzeczą, którą oglądałem po przebudzeniu. Jeszcze kilka dni temu nade mną nachylałby się teraz Kris, dmuchając mi w ucho i starając się mnie dobudzić. Zawsze tak robił. Wstawał wcześniej, ostrożnie wchodził do mojego pokoju i sam mnie budził. Zawsze prosiłem go, żeby tak nie robił, bo nie miałem pewności, jak długo patrzy się na mnie kiedy śpię. Wydaje mi się, że przez sen nie wyglądam zbyt atrakcyjnie, a już na pewno nie na tyle dobrze, by pokazywać się tak Krisowi. Zresztą teraz to już nie istotne. Usiadłem na brzegu łóżka i niemrawo ubrałem buty.
- Pasowałoby się ogarnąć, zanim pójdę na halę.
Spojrzałem na nierozpakowaną torbę. Leniwie rozsunąłem zamek i przekopałem tonę ciuchów tylko po to, by wydostać z dna kosmetyczkę. Przeciągnąłem się i chwyciłem leżącą na wierzchu koszulkę w panterkę. Miałem to szczęście, że łazienka była zaraz obok mojego pokoju.   Szybko zamknąłem się wewnątrz i przemyłem twarz letnią wodą. Dobrze mi to zrobiło, choć spuchnięte oczy wciąż mnie piekły. Chyba przez sen zdarzyło mi się kilka razy płakać. Ugh. Oparłem się o szafkę stojącą w kącie i mocno potarłem sobie skronie. Zaczynała boleć mnie głowa. Powoli wszedłem pod prysznic i odkręciłem ciepłą wodę. Łazienka błyskawicznie wypełniła się parą, zwiększając zawartość wody w powietrzu. Stałem pod słuchawką prysznica, a woda delikatnie spływała mi po karku, zastawiając to pozytywne uczucie. Przez chwilę poczułem, jakby woda zabierała ze mnie wszystkie niemiłe emocje i skapywała wraz z nimi z moich palców do odpływu. To było najprzyjemniejsze 40 minut odkąd tu przyjechałem. 
                Kiedy skończyłem brać prysznic, trening chyba dobiegł już końca. Krzyki na sali ucichły, a w całym budynku zrobiło się jakoś ciszej. Poczekałem, aż para opadnie, przetarłem zaparowane lustro i pozbierałem swoje przybory kosmetyczne. Wyszedłem na korytarz z wciąż wilgotnymi włosami, gdzie omal nie przewrócił mnie tłum chłopaków, biegających po obu stronach. Cudem przedarłem się do oddalonego o zaledwie 2 metry pokoju, a na podłodze wciąż leżała nierozpakowana torba. Odtworzyłem szafę stojącą naprzeciw łóżka i na jednej z półek położyłem kosmetyczkę. Rzuciłem wzrokiem na torbę i usiadłem na łóżku. Nie powinno mnie tu być.
- Są święta. Chłopaki pewnie siedzą teraz razem w dormie, przy choince, i piją cieplutkie kakao. Wspólnie się śmieją, składają sobie życzenia, przytulają się…Kris ich przytula, uśmiecha się do nich, daje mi prezenty…Um. Podniosłem z półki odłożone wczoraj zdjęcie i jeszcze raz się mu przyjrzałem. Kiedy podniosłem je gwałtowniej, na podłogę upadł złożony papierek. Zdezorientowany postawiłem ramkę z powrotem na półce i chwyciłem to coś, co jeszcze minutę temu było wciśnięte w róg ramki. Z bliska zobaczyłem, że jest to stara serwetka z jakiegoś fastfooda. Zawinięte w nią było zdjęcie Krisa do legitymacji. W garniturze, z blond grzywką zaczesaną do tyłu. Na serwetce, bladoniebieskim, przerywającym długopisem, było napisane:  

‘Trzymam kciuki, ale wracaj szybko!
 Będę czekać, a jak przyjedziesz to zjemy sobie coś dobrego :) ‘

Teraz przypomniałem sobie, kiedy dostałem to zdjęcie. Wyjeżdżałem kiedyś na zawody wushu, bardzo się przed nimi denerwowałem. Kris zabrał mnie na lody, żebym się odstresował, ale nie miałem ochoty na słodkie, więc poszliśmy na frytki. Siedzieliśmy sami, co bardzo mnie zszokowało, bo myślałem, że będzie cały zespół. To było chyba pierwsze nasze spotkanie, przy którym uświadomiłem sobie jak bardzo jestem do Krisa przywiązany. Już wtedy bardzo się mną przejmował i opiekował. A przecież praktycznie się na znaliśmy. Jako pierwszy zbliżył się do mnie, zaczął się troszczyć, zawsze mi pomagał. We wszystkim. Nawet na zakupy chodziliśmy razem, bo często nie mogłem zdecydować, co ubrać, a on rozwiewał wątpliwości. Um, wątpliwości… Szkoda, że teraz nie może mi powiedzieć czy dobrze zrobiłem. Zwinąłem serwetkę wraz ze zdjęciem w kulkę i schowałem do kieszeni. Twarz ukryłem w dłoniach, bojąc się, że znów zacznę płakać. Choć wydaje mi się, że w ostatnich dniach wylałem więcej łez niż przez całe życie. W tym momencie ktoś zapukał do drzwi. Jak poparzony wstałem z łóżka i stanąłem na środku pokoju niemal na baczność. Do pokoju wszedł Xiang, trochę zdziwiony moją postawą.
- Przeszkadzam? Nie było Cię na śniadaniu, wszystko ok?
Kiwnąłem twierdząco głową i uśmiechnąłem się niemrawo.
- Większość chłopaków wyjeżdża na święta do domu, chodź na pożegnanie.
Xiang wyciągnął rękę w moją stronę, a ja chwyciłem ją pewnie i poszedłem wraz z przyjacielem na dół. W wielkim salonie zebrani byli wszyscy uczniowie. Stanęliśmy sobie gdzieś z tyłu, a tłum nastolatków zasłaniał nam centralną część pomieszczenia. Dopiero po kilku minutach zorientowałem się, że cały salon jest przystrojony świątecznie. Na środku pokoju stała żywa choinka, ubrana w różnokolorowe bańki i światełka, które o dziwo do siebie pasowały. Wciągnąłem mocno powietrze i w tej sekundzie poczułem świeżą woń lasu, roztaczającą się po całym budynku. Obok choinki stał nasz laoshi i wyraźnie przygotowywał się do przemowy. Ukłonił się w naszą stronę, a my zgodnie odpowiedzieliśmy głębszym ukłonem.
- Ehh… Jak co roku wszyscy wracacie do domu, a ja zostaje tu sam. Nie dziwie się wam, chcecie spędzić ten czas z kimś kogo kochacie. I bardzo dobrze, magia świąt działa tylko wtedy, gdy ten czas ofiaruje się drugiej osobie. Bez znaczenia, czy przez cały rok mieliście nienajlepsze relacje. Jutro jest dzień, w którym powinniście zapomnieć o wszystkich niesnaskach.
W tym momencie przestałem słuchać mistrza. Spojrzałem na Xianga i szybko poszedłem do własnego pokoju. Gdy biegłem po schodach, przewróciłem się na zwiniętym dywanie. Genialnie. Podniosłem się szybko i wybiegłem do swojego pokoju. Zdenerwowany zacząłem rozrzucać swoje rzeczy po całym pokoju, a później bezwzględnie wrzucać je do torby. W tym momencie ucieszyłem się, że nie miałem ochoty się rozpakować. Chwyciłem zdjęcie z Krisem i rzuciłem je na sam wierzch moich drobiazgów. Zbyt agresywnie szarpnąłem za zamek od torby, urywając kilka nici. Kurwa. Cały czas czułem gromadzącą mi się w oczach wodę. Zacisnąłem zęby i zarzuciłem torbę na ramię, chwytając za klamkę od drzwi. W tym samym momencie w drzwiach stanął Xiang.
- Wypadło Ci to na schodach.
Przyjaciel podał mi zwinięty w kulkę papierek. Chwyciłem go szybko i odwróciłem głowę, rzucając szybkie ‘Dzięki’.  Xiang został na korytarzu, a ja zbiegłem na dół. Nie miałem pojęcia czemu chciałem wrócić do domu. Po prostu musiałem teraz zobaczyć się z Krisem. Kiedy stanąłem w salonie, nagle plecy oblały mi się potem, przygryzłem wargę, zacisnąłem pięści, nogi zrobiły mi się jak z waty i podejrzanie szybko zachciało mi się sikać. Pod choinką siedział Kris, z czerwona kokardą zawiązaną na głowie. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się i wstał. Przyglądałem mu się jakbym zobaczył ducha. Podszedł bliżej , a ja nie wiedziałem co robić.
- Tao…
To był najcieplejszy uśmiech jaki w życiu widziałem.
- Sehun za Tobą tęskni. Wszyscy. Ja też. Głównie ja. Ja najbardziej.
Mhm. Kris wyciągnął rękę w moją stronę, a ja odruchowo się odsunąłem.
- Wiedziałem, że tak będzie. Przepraszam. Ja.. Ja naprawdę nie chciałem.
Wu Fan domyślił się, że mu wybaczam i wskazał mi miejsce na kanapie. Usiadłem grzecznie i czekałem, co zdarzy się później. Kris usiadł obok i podał mi parujące jeszcze kakao z pływającymi na wierzchu słodkimi piankami. Chwyciłem kubek i pociągnąłem spory łyk, który wprowadził mnie w przyjemny stan.
-Moglibyśmy pogadać o tym, co…
-A może zatańczymy jak..
-Jak w tamtym roku?
Spojrzałem w oczy siedzącego obok chłopaka i cała złość ze mnie zeszła. On wstał, wyciągnął telefon i puścił jedną z moich ulubionych świątecznych piosenek. Podał mi rękę, którą chwyciłem niepewnie i stanąłem naprzeciw niego. Ehh, co ja wyprawiam. Chyba miłość za bardzo przewróciła mi w głowie.
- Wiesz, chyba związek z *** przysłonił mi prawdziwą miłość.
Mówiąc to, Kris uśmiechnął się naprawdę uroczo.

- Tak, chyba tak. 





~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziekuje za czyatnie.
Hwaiting ~~ 

poniedziałek, 25 listopada 2013

Tao x Kris /Exo/

Cześć :) Gdybym miał opisać wszystko, co działo się przez ten czas, zanudziłbym was na śmierć. Dlatego w skrócie. Dużo się działo, ale wszystko skończyło się szczęśliwie. Wszystkie sprawy doprowadziłem do końca, teraz mogę nazwać się w pełni szczęśliwym człowiekiem. :) To prawdopodobnie ostatni fanfick, który udostepniam. Wrócę do tworzenia własnych postaci. Myślę, że wtedy rozwijam sie najbardziej.

Miłego czytania. Take care ~


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


                    Skończyłem śpiewać i całkiem zadowolony usiadłem na łóżku. Nie pamiętam, żeby ta piosenka wyszła mi kiedyś tak dobrze jak dziś. Rozglądnąłem się po pustym dormie, rozkładając się wygodniej na kanapie. Kiedy już prawie zamykałem oczy, ktoś zaczął intensywnie szarpać klamką. Zerwałem się z łóżka i wyprostowany jak deska stanąłem zaraz obok drzwi. W jednej chwili do mieszkania wpadł Kris o mało nie wyrywając drzwi z zawiasów. Zatrzymał się na widok mnie i wyszeptał:
- Tao, jak dobrze…
Zanim się zorientowałem, Wu Fan stał blisko mnie, ograniczając mi przestrzeń życiową. Oczy starszego były mocno zaczerwienione.
- Kris, co się sta…
Chłopak momentalnie mnie uciszył, składając na moich ustach nie tak delikatny pocałunek. Oparłem się o ścianę, by nie przewrócić się z wrażenia i szczęścia jednocześnie. Zawsze przygnębiała mnie bliskość przyjaciela, w którym byłem zakochany po uszy, jednak teraz…nie czułem żadnych złych emocji. Kiedy nasze usta były złączone wszystko było takie nieistotne. Kris przyparł mnie do ściany całym swoim ciałem. Nie mogłem zaprotestować, ale przecież nie chciałem. Przez tak długi czas milczałem, a teraz on, mój Wu Fan, całuje mnie z własnej woli. Oderwałem go od siebie na chwilę, by sprawdzić, czy to nie jest sen. Kris rzeczywiście stał niebezpiecznie blisko mnie i teraz całował moją szyję, wywołując u mnie ciche pojękiwania. Cały rok marzyłem o tej chwili, więc chciałem się jej bezgranicznie oddać, zapamiętując każdy dotyk ust Krisa. Jednak coś tu grubo nie pasowało. Tak bardzo chciałem poddać się emocjom i nie zwracać na nic uwagi, jednak miałem świadomość tego, że gdybym nie przerwał teraz Krisowi, to chciałbym tylko więcej i więcej. Otrząsając  się z cudownych rozkoszy, chwyciłem pewnie lewą rękę Ben Bena, która podciągała moją koszulkę, ukazując światu moje mięśnie brzucha.
- Kris, co próbujesz zrobić?
Wu Fan przez chwilę patrzył mi w oczy, po czym szybko spuścił wzrok i powiedział jakby nie swoim głosem.
- Ta suka…ona znalazła…sobie…innego.
Przerwy w jego wypowiedzi, spowodowane gwałtownymi wdechami powietrza, dodatkowo sprawiały, że brzmiał żałośnie. Chwycił kurczowo moją koszulkę i nie puszczając jej, zaczął cichutko szlochać. Nie chciałem patrzeć, jak Kris płacze, więc przytuliłem go mocno i poklepałem po plecach.
- Ej, wszystko będzie dobrze, przecież…
Kris najwyraźniej nie chciał wiedzieć dlaczego wszystko będzie dobrze, bo przerwał mi w połowie zdania.
- Może nawet lepiej…teraz możemy skupić się na sobie.
Moje serce chciało latać ze szczęścia, jednak ze wszystkich sił starałem się tego po sobie nie pokazać. Nasze usta ponownie się złączyły. Tym razem zignorowałem woń mocnego alkoholu zmieszaną z kiepskim tytoniem, i zacząłem odwzajemniać pocałunek. Kris widocznie uznał to za zgodę na wszystko inne. Uwiesił się na mojej szyi i wyszeptał:
- Zróbmy to.
W jednej chwili przestał być aż tak pijany i z dzikim wzrokiem chwycił  moje przedramię. Zanim o cokolwiek spytałem, zrobił krok w tył i pociągnął mnie w stronę znajdującego się za jego plecami pokoju.
- Zaraz, co konkretnie chc…
Nie pozwolił mi nawet dokończyć zdania. Zdezorientowany znalazłem się w sypialni Wu Fana, który stojąc naprzeciw mnie, zdejmował właśnie koszulkę. Przełknąłem ślinę. Wow. Jego ciało… coś wspaniałego,  uhm… Wydawało mi się, że bicie moje serca odbijało się echem od ścian. Mój lider przygryzł dolną wargę i znacząco spojrzał na moją koszulkę.
-Hm, teraz moja kolej?
Spytałem niewinnie, udając, że nie wiem, co Kris chce ze mną robić.
-Walić to.
Starszy uśmiechnął się szarmancko i dosłownie rzucił mną o łóżko. Chciałem podeprzeć się łokciami, jednak Kris momentalnie znalazł się nade mną, nie pozwalając mi się nawet ruszyć. I co teraz? Czekałem bez ruchu na jakieś polecenie starszego. Kiedy patrzył na mnie w ten sposób, robiłem wszystko czego tylko zażądał.   Ułożył swoje dłonie na moich ramionach, a ich ciepło czułem przez materiał koszulki. To było takie przyjemne. Starszy położył się na mnie całym ciałem, szepcząc mi do ucha.
- Tak się cieszę, że tu jesteś. Pomożesz mi o niej zapomnieć.
Coś we mnie pękło. Miałem być tylko pocieszeniem po zerwaniu? Chciał sobie poprawić humor szybkim numerkiem? Mógł iść do burdelu. Ja nie jestem dziwką. Moja wewnętrza rozmowa chyba trwała trochę za długo, bo w czasie jej trwania Wu Fan zaczął dobierać się do moich spodni. Chwyciłem jego rękę, a on zupełnie się tym nie przejął i brutalnie przekręcił mnie na brzuch.
-Nie, przestań!
Teraz na prawdę dotarło do mnie o co w tym chodzi.
- Co jest? Jesteś moim przyjacielem, masz mi pomagać.
Kris szybko to wybełkotał i niezbyt delikatnie zdarł ze mnie spodnie.
- Ale nie w ten sposób! Kurwa!
Czułem na biodrach coraz mocniej zaciskające się ręce starszego.
- Słyszysz?! Puszczaj mnie!
Alkohol i fajki to nie najlepsze lekarstwo na złamane serce. A wyruchanie najlepszego przyjaciela, który jest w nas zakochany to jeszcze gorszy pomysł.  Kris szarpał się ze mną, wiedząc, że i tak wygra. Nie miałem na tyle siły, by go powstrzymać. Ręce bolały mnie od wymachiwania, a usta zasłaniała mi ręka starszego, już nie tak przyjemna. Jego ciężar sprawił, że kompletnie nie mogłem się poruszyć. Po kilku minutach szarpaniny wiedziałem, że to i tak się stanie. Poczułem, że obaj jesteśmy nadzy. Wszystko działo się niewyobrażalnie szybko.  Jakiś nieznany mi dotąd ból przeszedł moje ciało, napełniając moje oczy po brzegi łzami. Tak nie można… Czułem jak krew pulsuje mi w skroniach. Przed oczami robiło się coraz ciemniej i nawet nie miałem już sił walczyć z przyjacielem. Powoli traciłem świadomość tego, co się dzieje, a Kris…


                Um, ała. Nie byłem w stanie powiedzieć nic więcej. Wstałem powoli z łóżka Krisa, czując jak z każdym krokiem wszystkie mięśnie się napinają. Musiałem dużo szlochać przez sen, bo na policzkach czułem zastygnięte ślady po słonych łzach. Wcale nie było mi zimno, mimo to cały się trząsłem. Powoli się ubrałem i starając się nie płakać więcej, wyszedłem na korytarz. Modliłem się, aby nikogo nie spotkać, niestety los ostatnio naprawdę przestał mnie lubić.
- Tao, coś się stało?
Sehun spojrzał na mnie z troską i dotknął mojego ramienia, a ja wzdrygnąłem się i szybko odsunąłem.
Szybko minąłem młodszego, żeby nie musieć patrzeć mu w oczy. Zapominając o bolących mięśniach popędziłem do swojego pokoju. Zniknąłem za drzwiami i po zamknięciu drzwi na klucz, upadłem bezwładnie na łóżko. Nie pamiętam ile czasu płakałem, ale na pewno dłużej niż godzinę. Przynajmniej nikt nie próbował do mnie wejść, bo z reguły o tak wczesnej porze członkowie jeszcze śpią. Nie mogłem się pozbierać. Za dużo… Chciałbym, żeby moje serce krwawiło, ale brutalnie zostało wczoraj wyrwane.  Spojrzałem na zdjęcie wiszące nad łóżkiem. W kąciku ust poczułem słoną łzę, która spłynęła po policzku.  To koniec. Ze mną. Nie zdobędę się nawet na wymianę spojrzeń z Krisem, co dopiero jakąś rozmowę. Myślenie o tym nic mi nie dało.
- Dobra, ruszaj dupę. Zrób coś ze sobą.
Próbowałem zmotywować moje wyniszczone do granic możliwości wewnętrzne ja. Wstałem powoli, przebrałem się i użyłem sporej ilości korektora, by zatuszować wory pod oczami. Mdliło mnie na samą myśl rozmowy z jakiś człowiekiem. Wyszedłem z pokoju. Droga wolna. Za oknem było trochę chłodno, więc ubrałem porządniejsze buty i skórzaną kurtkę, robiąc jak najmniej hałasu. Miałem nadzieję, że przed budynkiem zaczerpnę odrobinę świeżego powietrza. Powinienem przewidzieć, że nigdy rzeczy nie układają się po mojej myśli. Otworzyłem drzwi na dole budynku i momentalnie miałem ochotę je zamknąć. Przy schodach stała dziewczyna Krisa. Była dziewczyna. Na pewno mnie zauważyła, bo uśmiechała się przyjaźnie. Nie mogłem już uciec, więc zacisnąłem pięści i rzuciłem luźno ‘Cześć’. 
- Kris opowiadał Ci co się wczoraj stało?
Dźwięk przełykanej śliny odbił się echem w mojej głowie jak odgłos kamienia wrzuconego do studni.
- Nie był skłonny do rozmowy.
Poczułem, że dłonie pocą mi się intensywnie.
- No tak, strasznie się upił. Powiedział, że sam nie pamięta, co robił. Wydaje mu się, że zaraz po powrocie do domu poszedł spać. Dzwonił do mnie teraz, chciał żebym przyszła, chyba chce przeprosić. Jak dobrze pójdzie znów będziemy razem.
Uśmiechnęła się przyjaźnie nie mając pojęcia, co mi właśnie powiedziała. To gwóźdź do mojej trumny.
- Muszę już iść, przepraszam.
Ukłoniłem się. Uśmiechnąłem się, obróciłem twarz, a z moich oczu znów puścił się strumień wody. Za rogiem budynku, gdzie się zatrzymałem, było bardzo spokojnie. Pociągnąłem kilka razy nosem i wziąłem głębszy oddech. Wyjąłem z kieszeni telefon. To jedyne, co mogę w tej sytuacji zrobić. Wybrałem numer i odczekałem chwilę po sygnale.
- Tu Huang. Musimy porozmawiać…


*************************

Umm, Tao… Od wczoraj go nie widziałem. Zaraz rano gdzieś wyszedł i chyba wrócił jak już spałem. W poszukiwaniu przyjaciela zajrzałem do każdego pomieszczenia w dormie, lecz nigdzie go nie znalazłem. Wychodząc z łazienki, dostrzegłem Chanyeola, idącego już na śniadanie.
- Ej, Chanyeol! Nie widziałeś może Tao?
- Nie, sorki. Idziemy na śniadanie?
Kumpel złapał mnie za rękę i zaciągnął za sobą do jadalni. Nie mogłem przestać myśleć o nieobecnej Pandzie, zaczynałem się martwić. Śniadanie zaczęliśmy w jedenastu, a kilku członków spoglądało na mnie z naprawdę przerażającymi minami. Średnio wiedziałem o co im chodzi, nie miałem czasu nad tym myśleć. Tao był ważniejszy. Czułem, że nie dam rady więcej zjeść, więc wstałem grzecznie dziękując i odniosłem talerz do kuchni. Kiedy stanąłem przy blacie, zobaczyłem, że Sehun też odszedł od stołu i stoi teraz tuż za mną.
- To twoja wina.
Sehun patrzył na mnie wzrokiem, którym mógłby zabić. Naprawdę, aż poczułem nieprzyjemny dreszcz.
- O co chodzi?
- To przez ciebie Tao nie wrócił do domu na noc.
Wytrzeszczyłem oczy.
- Nie wrócił…?
Sehun zacisnął pięści, wyglądając na mocno wkurzonego. Zrobił krok w moją stronę, a ja odsunąłem się lekko czując się niezbyt pewnie w towarzystwie zdenerwowanego Sehuna. Młodszy warknął cos pod nosem, po czym wyszedł szybko z kuchni, mijając się z Suho w przejściu.
- Kris, chodź, menager chce z nami pogadać.
Skinąłem głową i poszedłem za liderem. Weszliśmy do salonu, gdzie reszta zespołu siedziała na kanapach, a menager stał na środku ze średnio zadowoloną miną. Zająłem miejsce obok Chanyeola, który jako jedyny nie patrzył na mnie wzrokiem bazyliszka. Spojrzałem na Sehuna. Oczy miał lekko zaczerwienione, jakby zbierało mu się na płacz. Atmosfera bynajmniej nie była przyjemna.
- No cóż, mam nie najlepsze wieści.
- Coś z Tao?!
Krzyknąłem bezwiednie, zwracając na siebie uwagę wszystkich członków.  Menager westchnął ciężko. O nie.

- Niestety. Do Exo dołączy ktoś z obecnych trainee, ponieważ…ummm…Tao już do nas nie wróci. Huang z powodów osobistych odszedł z wytwórni. 



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuje za czytanie. 
Hwaiting ~~ 



poniedziałek, 2 września 2013

Ja x Ty

Cześć :) trochę minęło odkąd coś wstawiłem...No cóż, brak internetu dał się we znaki T.T Najbardziej osobista rzecz jaką napisałem, więc mam nadzieję, że przeczyta to przynajmniej jedna osoba. Tyle. Powodzenia w nowym roku szkolnym. Trzymam za was kciuki.
Hwaiting ~


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



            Lato było wyjątkowo cieple tego roku. Słońce pojawiało się codziennie w całej okazałości i towarzyszyło ludziom do późnego wieczora. Znajomi chodzili na plażę, jeździli po świecie, zwiedzali. Zażywali młodości, zabawy, radości. Tak, radości. To dziwne, że użyłem słowa, którego znaczenia nie rozumiem, prawda? Mniej więcej w połowie wakacji znudziły im się wyjazdy. Teraz bawili się na miejscu, w naszym mieście. Nie ma dyskoteki, w której kiedyś nie byli. Wszystkie kluby były ich. Czy to źle? Pozakładali sobie karty stałych klientów, więc przynajmniej drinki mieli za pół ceny. Ale na tym chyba polegają wakacje.
Spędzasz czas z przyjaciółmi i dobrze się bawisz.
            Lato było wyjątkowo ciepłe tego roku. Siedząc we własnym pokoju odczuwałem to wyjątkowo mocno. Duszne powietrze wpychało się do mojej nory przez szpary w oknach. Żaluzje nie były bardzo szczelne, więc światło dostawało się do środka, tworząc mdłą poświatę. Przez pierwszy miesiąc dochodziłem do siebie. Chciałem przetrawić nasze ostatnie spotkanie, wszystkie Twoje słowa. Wypowiedziałeś je z takim uśmiechem, który kiedyś przeznaczony był tylko dla mnie. Mój widok zawsze poprawiał Ci humor. Byłeś szczęśliwy, kiedy widywaliśmy się tylko we dwóch, zawsze powtarzałeś, że nasze intymne spotkania są dla nas szczęściem. Szczęście. Kolejne słowo, którego nie jestem w stanie teraz zrozumieć.
            Uśmiech zarezerwowany wyłącznie dla mnie zaczął należeć do kogoś innego. Zrobiłem się zazdrosny. Zawsze mama mi powtarzała, że robiłem się aż zielony na twarzy, kiedy inne dziecko miało coś, czego bardzo pragnąłem, a nie mogłem  mieć. Nie jesteśmy już dziećmi, ale to dalej mi pozostało. Teraz jestem pewien, że podczas ostatniego miesiąca nauki moja skala zieleni zwiększyła się o 6-7 odcieni. Zaciskałem zęby i patrzyłem z boku jak się do niego uśmiechasz. Miałem nadzieję, że Ci przejdzie. Przecież ty nie byłeś gejem.

Zatrzymałem na chwilę pióro i spojrzałem za okno. Ostatnie dni wakacji są takie przygnębiające. W tej chwili usłyszałem niski, męski głos.
- Przepraszam, czy mogę to już zabrać?
Kelner delikatnie wskazał na pustą filiżankę po kawie, leżącą obok kremowego papieru listowego.
- Tak. I poproszę jeszcze jedną taką kawę, była pyszna.
Uśmiechnąłem się lekko do przystojnego bruneta, który zgrabnie ułożył filiżankę na tacy.
Odpowiedział mi czarującym uśmiechem, ukłonił się i odszedł w stronę baru. Przeciągnąłem się dyskretnie i znów chwyciłem pióro.

            Może dla niego zmieniłeś orientacje? Kiedy to ja wyznałem Ci miłość, wymigiwałeś się, że nie jesteś gotowy na związek z mężczyzną. Zawsze ta sama wymówka. To nie tak, że mnie nie kochałeś. Kochałeś mnie bardzo mocno, wiem. Ale jego zielone oczy przemawiały do Ciebie bardziej niż moje pozbawione blasku piwne tęczówki. Długo zastanawiałeś się, czemu nie widzisz w nich już tej iskierki co kiedyś. Teraz rozumiesz? Ty byłeś światłem, które rozpalało się we mnie mocniej z każdym spojrzeniem i dotykiem. Kiedy się uśmiechałeś, serce rosło mi w piersi i czułem jakby zaraz miało eksplodować ze szczęścia. Budziłeś we mnie uczucia, których nigdy wcześniej nie posmakowałem. Może dlatego tak mnie to cieszyło? Wszystko było nowe, przyjemne, odkrywcze. Dalej wspominam to z uśmiechem.
            Kiedy pojawił się on, nasza relacja zmieniła swój wydźwięk. Coraz mniej było Ciebie w moim życiu. Oddalałeś się, a moje światło gasło coraz intensywniej. Moje oczy stały się matowe, ponieważ nie miały już dla kogo błyszczeć. To proste. Znów pojawiło się coś nowego. Smutek. Żal. Łzy. Ścisk w żołądku. To było takie…nieprzyjemne. I takie niespodziewane. A co do niespodzianek. Nie bądź zaskoczony, gdy nie zobaczysz mnie w szkole w tym roku. Spokojnie, to nie przez Ciebie. Hmm, tak szczerze, to wszystko to Twoja wina. Nie mogłeś po prostu kochać mnie w ten sposób? Nie mogłeś przestać kochać tego kolesia? Musiałeś wybrać jego? Zawsze mi powtarzałeś, że jestem uroczy, a teraz? Znalazłeś sobie bardziej uroczego?

- Bardzo proszę.
Brunet postawił mi przy wolnej ręce filiżankę z parującym napojem.
- Dziękuję.
Odpowiedziałem najgrzeczniej jak mogłem, nie odrywając się od wspomnień, towarzyszących mi przez ostatnie kilkadziesiąt minut. Wziąłem spory łyk ciepłej kawy, a ta skutecznie rozgrzała mnie od środka, wprawiając na moment w stan mniej depresyjny. Westchnąłem cicho.

            Lato było wyjątkowo ciepłe tego roku. Dużo myślałem, nie spotykałem się z nikim. Nie chciałem widzieć sztucznie uśmiechniętych znajomych, klepiących mnie po plecach i głupio pytających: „No stary, co słychać?”. Ehh… Jak już wspomniałem, nie wrócę do naszej szkoły w tym roku. Oglądanie was na przerwach to dla mnie za dużo. Taką decyzję już podjąłem. Zacznę rok w innym liceum. Może tam poznam kogoś, kto mi Cię zastąpi.
Kogo ja oszukuję.
            Lato było wyjątkowo ciepłe tego roku. Słońce wstawało i zachodziło o tej samej porze. Każdy dzień wyglądał tak samo. Wiesz jak to jest. Każdy tak czasem ma. Przychodzi taki okres, że człowiek sam nie wie czym jest. Jest tym, co ma? Tym, co robi? Czym? Często zadawałem sobie to pytanie. A dni? Czym są te dni, które nie maja już dla mnie znaczenia? Czym są dni, których nie liczę, bo wiem, że nigdy się nie skończą? Nawet po śmierci te dni będą trwać. Dlaczego? Bo to moja pokuta. Pokuta za to, że zakochałem się w kimś, w kim nigdy nie powinienem się zakochać. Teraz już wiem i codziennie próbuje sobie to wytłumaczyć. Ale serce nie sługa.
            Chciałem życzyć Ci powodzenia w życiu i szczęścia w miłości, choć wydaje mi się, że te życzenia są mocno nie na miejscu. W każdym razie, dziękuję za wszystko.
Mam nadzieję, że lato było dla Ciebie równie ciepłe.

Złożyłem papier na trzy części i włożyłem do koperty leżącej obok. Ostatni łyk kawy smakował mi najbardziej, jak zawsze. Rozejrzałem się po kawiarni. Zaraz miała zacząć się Twoja zmiana. Pozbierałem resztę swoich rzeczy i podszedłem do kelnera stojącego przy barze.
- Przepraszam, czy mógłbyś przekazać to chłopakowi, który zaraz przyjdzie na swoją zmianę? Taki blondyn, trochę niższy ode mnie, kręcone włosy.
Uśmiechnąłem się niepewnie, a brunet tylko pokiwał głową i odwzajemnił uśmiech.
Jeszcze raz podziękowałem za kawę i wyszedłem dość szybkim krokiem, trzaskając szklanymi drzwiami wejściowymi. Słońce rzuciło mi się w oczy, oślepiając mnie na chwilę. Tak jak mówiłem, lato jest naprawdę ciepłe tego roku. 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję za czytanie~
Nie jest mi tak ciężko, ale miło, że są osoby, które się o mnie troszczą.